Amfiteatr Strefa Gracza Regulamin Ogłoszenia Kalendarz Eventów PokeQuizy Koloseum Dojo Przenosiny Spis MG Pora na przygodę! Strefa PBF Przygody Centrum Handlowe Arcade Centre Konkursy Laboratorium Zacisze Miejsca Spotkań Stragany Ogródki Park Krajobrazowy Safari Kreatywny Zakątek PokeLotto Biblioteka Loteria Karty Postaci Rozmowy
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
To get to the bottom
Autor Wiadomość
Tibia 


Dołączyła: 16 Paź 2018
Posty: 174
Skąd: Pomorze
Wysłany: 2019-11-24, 09:11   To get to the bottom



- Proszę się nie martwić, panie de Commes. Zajmiemy się tą sprawą i wkrótce znajdziemy rozwiązanie. Winni zostaną z pewnością srogo ukarani.
Widać było, że policjant rzeczywiście potraktował cię poważnie, skoro nawet odprowadził cię do samych drzwi wyjściowych. Nie było się zresztą czemu dziwić. Po raz pierwszy od wielu lat (o ile nie po raz pierwszy w historii) w Heather Town miało miejsce porwanie. Była to sprawa niemała, a jej rozwiązanie mogłoby nareszcie dać jakiekolwiek szanse na awans, toteż mężczyzna serdecznie uścisnął ci dłoń na pożegnanie, posyłając pokrzepiający uśmiech. Następnie zamknął drzwi, pozostawiając cię na zewnątrz sam na sam z twoim sceptycyzmem co do skuteczności działań tutejszej policji.
Budynek posterunku był mały i dość obskurny, tak jak zresztą samo miasto – no, może za wyjątkiem jego północnej części, gdzie znajdowały się ogrody bogatszych mieszkańców. Ogólnego wyglądu otoczenia w tej chwili nie poprawiały bynajmniej warunki pogodowe: ołowiane chmury wisiały ciężko na niebie, nabrzmiałe od wilgoci, pogrążając okolicę w takim cieniu, jakby nastał już wieczór. A przecież twój zegarek wskazywał dopiero godzinę jedenastą… Jeszcze wiele godzin musi minąć nim matka wróci do domu. Od ferelnego wypadku nie mieliście szans się zobaczyć, a przez utratę komórki nawet nie mogłeś się z nią skontaktować i zapewnić, że z tobą już wszystko dobrze. Na szczęście market spożywczy, w którym pracowała twoja mama, znajdował się jakieś dziesięć minut pieszo stąd – pytanie tylko, czy uda ci się jakoś dostać do magazynu, aby móc się z nią spotkać. Znając jej pracodawcę, raczej ciężko byłoby wybłagać nawet krótką wizytę.
_________________
  
 
     
Avers

Dołączył: 17 Lis 2019
Posty: 29
Wysłany: 2019-11-24, 11:07   

Nie odezwałem się już nawet słowem. Znajdą rozwiązanie, z pewnością. Przecież ten kretyn przyjmujący moje zeznania połowy słów nie zrozumiał, a w drugą połowę zapewne nie uwierzył. Na wypowiedź wieńczącą mój pobyt na posterunku odpowiedziałem ironicznym uśmieszkiem. Wiedziałem, że nie mogę zostać w mieście, inaczej zapewne stałbym się stałym bywalcem tego pieprzonego posterunku.

To, co tam się wyprawiało, wyglądało jak sceny z horroru klasy B. Kto przetrzymuje ludzi w takich warunkach? Jak chorym człowiekiem, albo chorymi ludźmi trzeba być? Wątpię przecież, że w pojedynkę ktoś byłby w stanie zatrzymać autobus i ogłuszyć... Ile tam było osób? Chyba około dziesięciu. Czy porwali wszystkich? Przecież te dwie kobiety, w celi obok mojej. Nie widziałem ich tamtego poranka. Czyli musieli porywać więcej osób. Dodatkowo ten korytarz... było tam mnóstwo drzwi. Skoro zdecydowali się na napad na autobus, musiał to być bardzo dobrze zorganizowany proces. Wskazywałoby to, że porywali ludzi już wcześniej. Pozostaje jednak najważniejsze z pytań - po co?

Mama jest w pracy. To w sumie norma. Nie mam zamiaru iść do niej teraz, na pewno skończyłoby się to awanturą z tą starą świnią - jej szefem. Przysięgam, że następnym razem, kiedy wypowie w moją stronę to szydercze "dzień dobry" - uderzę go w ten obtłuszczony pysk. I tak pewnie warstwa zwisającej skóry zamortyzuje cios.
Zresztą - i tak musiała dostać informację choćby o moim pobycie w szpitalu, czy też o konieczności przesłuchania mnie. Zdecydowałem, że udam się w stronę domu, to przecież niedaleko. Dodatkowo wątpliwy jest fakt, że ktokolwiek po drodze mnie zaczepi.


Kiedy już dotarłem do drzwi frontowych niewielkiego domku, na samym skraju miasteczka, w którym przyszło mi spędzić dziewiętnaście lat mojego życia - zdałem sobie sprawę z głupoty mojego postępowania. Obmacując dokładnie kieszeń przypomniałem sobie niesamowicie istotny fakt - klucze do domu też mi ukradli. Nie myśląc więc długo przeskoczyłem przez niewielkich rozmiarów, podziurawiony płot, z niekrytą obawą, że zawalić się może nawet pod moim lichym ciężarem. Tam usiadłem, opierając się o ścianę budynku, wyjąłem z kieszeni PokeBall i wypuściłem z niego Fletchlinga.
- Cześć... Słuchaj, wiem, że rzadko rozmawiamy... - kompletnie nie wiedziałem, jak rozpocząć mój wywód. Stwierdziłem jednak, że postaram się być bezpośredni. - Nie wiem, czy jesteś świadomy tego, co wydarzyło się wczoraj. Zostałem porwany, jednak udało mi się uciec. Wiem, że jest wiele osób, które nie miały tyle szczęścia co ja i czuję się zobligowany, aby im pomóc. Przetrzymują ich wszystkich w jakimś budynku, gdzie jest korytarz przypominający więzienie. Dookoła na pewno jest las, pamiętam jak stamtąd wybiegłem. Policja nic nie zrobi, myślę, że doskonale to wiesz. Przecież nie raz już na nich narzekałem. - W tym momencie na chwilę się zawahałem. Szczerze liczyłem, że mój podopieczny jest tak samo bojowo nastawiony jak ja i jako duet wkroczymy na wojenną ścieżkę z przestępcami. - Mam pytanie. Czy chciałbyś mi pomóc? Rozpoczęlibyśmy treningi i razem walczyli o sprawiedliwość.
_________________
 
     
Tibia 


Dołączyła: 16 Paź 2018
Posty: 174
Skąd: Pomorze
Wysłany: 2019-11-25, 18:05   

Jakby co możesz swojemu Fletchlingowi przyznać comiesięczny bonusowy atak: https://pokemoncrystal.pl/topics5/26.htm Miesiąc się kończy i szkoda, żeby się zmarnowało przez przeoczenie ;-)
----------------------------
Z miejsca, w którym usiadłeś, rozlegał się nieszczególnie ciekawy widok. Kilka domów z odpadającym tynkiem, jakieś zardzewiałe, stare graty walające się po podwórkach, przewrócony śmietnik z wysypaną zawartością, w którym hałaśliwie grzebał wychudzony Purrloin. Dla ciebie był to chleb powszedni: typowa dzielnica biedy, w której miałeś nieszczęście dorastać. Gdzieś pomiędzy budynkami można było dojrzeć majaczące w oddali wrzosowiska, które mimo początku października wciąż pokryte były późnymi różowawymi kwiatami – jedyny urokliwy element krajobrazu, zupełnie niepasujący do ogólnej scenerii, jak przebłysk z lepszego świata.
Fletchling po opuszczeniu kuli usiadł na twoim zgiętym kolanie i uważnie wysłuchał całej przemowy. Jak zwykle nie komentował niczego gwizdami czy poćwierkiwaniem, tylko milcząco patrzył na ciebie, dwa razy przytakując poważnym skinieniem głowy. Gdy skończyłeś mówić, rudzik rozstawił szeroko nóżki i nastroszył się cały, jakby chciał się wydać groźniejszy. Cóż, nie do końca mu wyszło, gdyż przy jego rozmiarach wyglądało to raczej uroczo i pociesznie, jednak przynajmniej miałeś pewność, że jest jak najbardziej chętny do współpracy. Oczy płonęły mu bojowym zapałem, ale nie tylko… ewidentnie kryło się w nich coś jeszcze, coś jakby z trudem hamowany wybuch radości.
- O proszę, znalazła się zguba – dobiegł cię nagle ironiczny głos z prawej strony. Twój sąsiad, pan Arrow, opierał się o płot, popalając papierosa i patrząc na ciebie oskarżycielsko. – Pewnie nocna balanga była udana, co? A tymczasem biedna Dominica od zmysłów odchodziła, moja żona przez całą noc nie mogła jej uspokoić. Jakby mój syn taki numer wywinął, to bym go sprał na kwaśne jabłko, ot co.
Był to mężczyzna w okolicach pięćdziesiątki, niechlujny i leniwy. Od chwili wprowadzenia się tutaj, czyli przez dziesięć lat ani razu nie słyszałeś, by skalał sobie dłonie jakąkolwiek pracą. Z reguły włóczył się po mieście, wyłudzając od przechodniów pieniądze bądź zbierając rzeczy ze śmietników. Tak więc w rzeczywistości utrzymywała go jego żona Alice, kobieta niewiele ustępująca twojej matce w pracowitości i jedna z nielicznych życzliwych osób w okolicy.
_________________
  
 
     
Avers

Dołączył: 17 Lis 2019
Posty: 29
Wysłany: 2019-11-25, 20:46   

Nie ukrywam - ogromnie ucieszył mnie ogromny entuzjazm i zapał, bijący wręcz z postawy mojego pokemona. Przyznaję się - na mojej twarzy zagościł szczery uśmiech. Zupełnie tego nie rozumiem, ale odczuwałem olbrzymią ekscytację. Zdaję sobie sprawę z faktu, że przed nami mnóstwo roboty, a czas ucieka nieubłaganie, więc musimy zaczynać jak najszybciej. Nigdy w życiu nie spodziewałem się, że zapragnę, aby mój podopieczny przeszedł ewolucję. Teraz wydaje mi się to niemal koniecznością, aby móc podjąć walkę z tymi zwyrolami. Kto wie, jakie mają zamiary, ile osób mogą jeszcze skrzywdzić. Ile rodzin płacze za swoimi krewnymi, podczas gdy ci tkwią w celach, w totalnej niemocy.

Nigdy przecież nie zajmowałem się treningiem pokemonów. Chyba jednak będę musiał coś wymyślić. Na pewno znajdę w szopie jakieś stare graty, które mógłbym wykorzystać. Mam nadzieję, że Fletchlingowi się spodoba. Oczywiście nie tylko on musi się rozwijać. Bardzo możliwe, że i ja stanąć będę musiał do walki, ba, konfrontacja w tej sytuacja wydaje się wręcz nieunikniona. Nigdy nie byłem typem sportowca, ale muszę się postarać. W końcu tym razem nie chodzi tylko o mnie...

Dlaczego za każdym razem, kiedy wszystko wydaje się być w miarę w porządku, sytuacja powoli się stabilizuje, a sam wreszcie uważam, że mam jasno określony cel w życiu - musi znaleźć się ktoś, kto całą tę aurę zniszczy. Oto i on - pan maruda, niszczyciel dobrej zabawy, pogromca uśmiechów dzieci. Sąsiad alkoholik. Naprawdę nie miałem teraz ochoty wdawać się w dyskusję, z której nic dobrego by nie wynikło. Cóż - przynajmniej śmiało mogę stwierdzić, że jeśli uda mi się nabrać nieco masy mięśniowej - ten człowiek z pewnością stanie jednym z moich pierwszych żywych worków treningowych.
- Spierdalaj, nierobie. - odburknąłem, a ewentualne kolejne jego wypowiedzi postanowiłem ignorować. Nie mam sił, ani ochoty na użeranie się z idiotami, a dodatkowo takimi kompletnie nieporadnymi życiowo.


Wymownym gestem dłonią wskazałem Fletchlingowi kierunek, w którym teraz powinniśmy się wybrać - stara szopa, w której każda wizyta grozi poważnym uszczerbkiem na zdrowiu. Wygląda, jakby miała się zaraz zawalić. Z pewnością wypadałoby pomyśleć, nad wymienieniem choć części desek, z których została skonstruowana. Zapach wilgoci i zgnilizny po otwarciu drzwi uderzył w moje nozdrza z taką mocą, że łzy naleciały mi do oczu. Zabrałem ze sobą kilka worków, w których chyba jeszcze za życia dziadka przynosiliśmy do domu ziemniaki. Wiele z nich było już podziurawionych, ale nie powinno to specjalnie przeszkadzać. Następnie te, które jeszcze nadawały się do użytku wypełniłem słomą.


Zabrałem ze sobą rekwizyty i pewnym krokiem ruszyłem w stronę wrzosowisk. Tam rozstawiłem je w odległości około dwudziestu metrów od siebie. Łącznie wyszło ich sześć, stworzyły one naszą pierwszą trasę treningową.
- Słuchaj, musimy zacząć trenować. Jeśli nie staniemy się silniejsi, nie mamy szans. Ten świat jest chory, pełen niebezpieczeństw, niesprawiedliwy. Weźmiemy sprawy w swoje ręce. Pewnie zastanawiasz się, po co nam te worki. Otóż, trenować będziemy wspólnie. Najpierw mała rozgrzewka - ja zrobię kilka pompek, ty w tym czasie możesz zrobić mały patrol dookoła, aby mieć pewność, że nikt nie będzie nam przeszkadzał. Następnie ja ruszę przed siebie, moim celem będzie w jak najszybszym czasie przebiec trasę i każdemu z worków wymierzyć solidnego kopniaka. Potem nadejdzie Twoja kolej. Ustawię je z powrotem na aktualne pozycje, a Ty wystartujesz i każdy z nich uderzysz Quick Attackiem. W ramach wzajemnej motywacji - będziemy mierzyć sobie czas. Mam w zegarku funkcję stopera. To co, gotowy?

Padłem na glebę, kątem oka obserwując, w którą stronę odleci mój towarzysz. Zacząłem robić, a raczej próbować robić pompki. Ledwie piętnaście - z moją formą nie jest najlepiej. Lekko zdyszany kliknąłem przycisk na zegarku i ruszyłem na worki. Starałem się kopać z całych sił, a jednocześnie wykonać ćwiczenie jak najszybciej. Kiedy skończyłem, zerknąłem na czas. Poprawiłem worki i przeszedłem do obserwacji poczynań Fletchlinga. Miałem nadzieję, że trening ten przyniesie jakikolwiek efekt.
_________________
 
     
Tibia 


Dołączyła: 16 Paź 2018
Posty: 174
Skąd: Pomorze
Wysłany: 2019-11-27, 22:21   

Odchodząc w kierunku szopy, słyszałeś za sobą jeszcze oburzone wyklinania swojego sąsiada, a także głośne, lepkie od pogardy splunięcie. Mimo to wysłany przez ciebie komunikat był chyba wystarczająco jasny, gdyż po wyjściu z szopy pana Arrowa już nie było w zasięgu wzroku.
Razem ze swoim Pokemonem znaleźliście się na wrzosowisku, zwarci i gotowi do działania. Worki zostały rozstawione, a ty przystąpiłeś do wykonywania ćwiczeń. Podczas całej operacji Fletchling, przeszczęśliwy że w końcu robicie coś wspólnie, postanowił nieco urozmaicić twój pomysł, aby samemu nie pozostawiać bezczynnym. Przy pomocy swojego Quick Attacku wyprzedzał cię, siadał po kolei na każdym z prowizorycznych celów i wyczekiwał na odpowiedni moment: dokładnie w chwili, kiedy twój kopniak dosięgał worka, ptak podrywał się w górę, pozostając bez szwanku i mknął do następnego. Trzeba przyznać, że malec miał niezły refleks. Natomiast jeśli chodzi o ciebie, to rzeczywiście kondycja nie dopisywała ci tak, jak byś sobie tego życzył – po ukończeniu trasy dostałeś sporej zadyszki, wynik na stoperze także był przeciętny, ale jak na początki nie było tak źle.
Poprawiłeś worki i otrzymaniu od ciebie sygnału Fletchling wystartował. Pomknął jak strzała, wkładając w powierzone zadanie maksimum energii. W zasadzie bardziej przypominał rozpędzony czerwono-szary pocisk. Bach – pierwszy worek padł na ziemię. Podobnie było z drugim, trzecim, czwartym… Za każdym razem jednak ptak wyraźnie tracił na prędkości, bo choć dawał z siebie wszystko, był niewielki i nie przywykł do pokonywania tak dużych odległości w „sprincie”. W końcu zebrał resztkę sił, szykując się do położenia ostatniego celu, jednak pech chciał, że akurat wymierzył w dziurę w worku. Wpadł przez nią do środka i tam już pozostał... Przynajmniej źdźbła słomy zapewniły mu miękkie lądowanie.
_________________
 
     
Avers

Dołączył: 17 Lis 2019
Posty: 29
Wysłany: 2019-11-27, 23:20   

Pocieszny widok. Takiego zakończenia naszego treningu się nie spodziewałem. Aczkolwiek miło widzieć pełne zaangażowanie u mojego podopiecznego. Uśmiechnąłem się delikatnie, podszedłem do ostatniego z worków i pomogłem ptaszkowi się z niego wydostać.
- Dobrze się spisałeś. Czeka nas jednak jeszcze mnóstwo pracy. Mam nadzieję, że jesteś na to przygotowany. Odpocznijmy jednak trochę od treningów. Myślę, że powinniśmy się zdecydowanie zająć znalezieniem Ci nowego kolegi, bądź koleżanki. Sami na pewno nie damy rady. Poza miastem z pewnością aż roi się od innych pokemonów. Powinniśmy rozpocząć poszukiwania, mam nadzieję, że uda się coś znaleźć przed powrotem Dominici do domu.

Wiem, że nie mogę powiedzieć mamie o mojej misji. Niepotrzebnie by się zamartwiała. Doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że aktualnie mamy na tym świecie tylko siebie. Nie dam sobie przecież zrobić krzywdy, wszystko skończy się dobrze. Dawno nie byłem tak zdeterminowany, ale przecież taki już jestem. Jak coś sobie postanowię - tak musi być. Mama i tak ma mnóstwo spraw na głowie, a każde dodatkowe zmartwienie tylko potęgowałoby jej przemęczenie. Robi dla mnie stanowczo za dużo. Muszę jednak wymyślić jakąś wymówkę, nie zniknę przecież bez słowa. Coś wykombinuję...

Pozbierałem worki i ułożyłem je obok siebie, aby w trakcie powrotu do domu zabrać je ze sobą. Teraz jednak skierowałem swoje kroki wgłąb wrzosowisk. Jeśli one nie będą zamieszkałe przez jakiekolwiek stworzenia, z pewnością udając się coraz dalej w dziki teren coś odnajdę. Fletchling wydaje się skory do walki, nie ukrywam jednak, że w trakcie kompletowania swojej drużyny wolałbym pokojowe rozwiązania. Walka powinna być ostatecznością, szczególnie, że uprzednio obity przez mojego stworka pokemon mógłby nie być zadowolony z faktu zostania złapanym, a efekcie sprawiać spore problemy. Jeśli jednak okaże się agresywny - nie będę miał żadnych oporów, by stanąć z nim w szranki. Spojrzałem jeszcze na zegarek, by upewnić się, ile czasu pozostało do powrotu matki i ruszyłem przed siebie z wielkimi nadziejami. Ekscytujące - być może już niedługo będzie mi dane pierwszy raz w życiu użyć PokeBalla w innym celu, niż wypuszczenie, bądź wpuszczenie do kulki Fletchlinga. Rozglądałem się skrzętnie dookoła. Nie chciałem przegapić żadnej okazji...



___________
Rozumiem, że tym razem bez choćby biednego leveliku za trening? :c
_________________
 
     
Tibia 


Dołączyła: 16 Paź 2018
Posty: 174
Skąd: Pomorze
Wysłany: 2019-11-29, 18:24   

Punkciki były w planach, ale nie spodziewałam się, że będziesz chciał już trening zakończyć. Raczej powinno to trwać ciut dłużej niż tylko jeden post, na przyszłość w takiej sytuacji można dorzucić jakieś nowe ćwiczenie albo zrobić kontynuację czy powtórkę po odpoczynku – wtedy na pewno więcej levelu wpadnie ;-)
---------------------------------

+0,5lvl dla Fletchlinga za trening

Grzebiąc w worku udało ci się wymacać Fletchlinga i wyciągnąć go na zewnątrz. Jego piórka były nieco przykurzone, do tego z prawego nozdrza figlarnie sterczało mu cienkie źdźbło słomy. Ptak szybko się otrząsnął i choć był zmęczony, to jednak nadal wykazywał gotowość do działania. Jednakże jako że zarządziłeś teraz spacer po wrzosowiskach celem szukania Pokemonów, maluch przysiadł ci na ramieniu w ramach odpoczynku i zaczął doprowadzać swoje upierzenie do ładu. Chociaż na pierwszy rzut oka wydawał się poważny i spokojny jak zawsze, mogłeś dostrzec, że od chwili wspomnienia o nowym towarzyszu zachowywał się nieco inaczej; co jakiś czas przerywał swoją czynność, aby zerknąć na ciebie badawczo, jakby się czegoś obawiał.
Dość długo spacerowałeś wśród różowych bylin, jednak jak na złość nic nie chciało się pokazać. Zazwyczaj kręciło się tutaj całkiem sporo owadów i Pokemonów trawiastych, jako że z reguły było to ciepłe, słoneczne miejsce. Natomiast teraz niesprzyjająca była zarówno pora roku, jak i pogoda; ciemne chmury cały czas wisiały nisko i wyglądało na to, że niedługo zacznie się niezła ulewa. W końcu wrzosowisko się skończyło, a wy wyszliście na piaszczyste osuwisko nagiego wzgórza, które teraz znajdowało się tuż przed wami. A więc nici z planów...
Naraz z gardła Fletchlinga wydarł się ostrzegawczy, cienki pisk. Jako że jego dziób znajdował się blisko twojego ucha, było to dość nieprzyjemne doświadczenie, ale szybka reakcja twojego podopiecznego pozwoliła ci w porę cofnąć nogę, aby uniknąć bolesnego ciosu ze strony ostrych kleszczy. Po uskoczeniu na bezpieczną odległość mogłeś dokładniej przyjrzeć się owym białym szpikulcom, które osadzone były na fioletowym, wężowatym… ogonie? Wystawał on bezpośrednio z ziemi jak wbity patyk. Po chwili piasek w okolicy zaczął się poruszać i spomiędzy brudnożółtych ziaren wychynęła również głowa, a w ślad za nią reszta opancerzonego ciała. Tak oto dosłownie spod ziemi wyrósł przed tobą mały skorpion, który teraz łypał na ciebie groźnie, wyraźnie rozeźlony tym, że prawie został rozdeptany w swojej kryjówce.

_________________
  
 
     
Avers

Dołączył: 17 Lis 2019
Posty: 29
Wysłany: 2019-11-29, 21:33   

Przyznaję, że nie do końca wiedziałem, jak taki trening ma wyglądać, to był taki teścik. Następnym razem postaram się bardziej, obiecuję ;)


_______________________________

Przemierzałem wrzosowiska z niekrytą nadzieją. Niepokoiła mnie jednak wyczuwalna niepewność w zachowaniu Fletchlinga. Będę musiał odbyć z nim odpowiednią rozmowę, kiedy już odpowiednio rozbudujemy naszą drużynę. Dodatkowo frapujący był jeszcze jeden fakt. Zazwyczaj tętniące życiem, purpurowe pola tym razem okazały się totalnym pustkowiem. Rozumiem, że pogoda nie dopisywała, ale naprawdę liczyłem, że będę mógł dostrzec choćby jednego stworka, który mógłby być potencjalnym wzmocnieniem, a także istotną częścią mojego planu.

Plan? Muszę wymyślić jakieś działania. Co robić, kiedy stąd wrócimy. Jestem niesamowicie zmotywowany, ale tak naprawdę nie wiem, jak rozpocząć moje dochodzenie. Ba, muszę okazać się sprytniejszy i mądrzejsi niż "doświadczeni" funkcjonariusze. Z drugiej strony - jedyne doświadczenie, jakim mogą się oni pochwalić, to pieprzenie nie mające żadnego pokrycia w rzeczywistości, zajadanie się słodyczami i wypijanie siedmiu kaw dziennie, by tylko nie usnąć za biurkiem. Darmozjady. Niemniej jednak - nie wykluczę przecież z góry możliwości, że dysponują jakąkolwiek, choćby nikłą wiedzą na ten temat. Będzie trzeba to sprawdzić...

Z natłoku myśli wybudził mnie postawiony przeze mnie niestabilnie krok. Doszedłem do kresu kwiecistych zarośli, wkraczając na nieznane mi w całości osuwiska. Byłem tu zaledwie kilka razy, a co za tym idzie nie czuję się tu zbyt komfortowo. Już miałem proponować, byśmy zawrócili, jednakże gwałtowny pisk mojego poke-ptaszka sprawił, że musiałem sobie te plany wybić z głowy. Instynktownie odskoczyłem w bok, co okazało się wyjątkowo dobrym posunięciem. Gdyby nie to, prawdopodobnie czekałoby mnie dość bolesne użądlenie. Są jednak plusy takiej sytuacji - mam to, co chciałem. Odnalazłem pokemona. Druga część mojej idei prawdopodobnie jednak legnie w gruzach - miałem ambitny zamysł, by rozwiązać tę sytuację pokojowo. Po bojowym nastawieniu stworka wnioskuję, że nie będzie to jednak możliwe. Zrobiłem krok wprzód, a jednocześnie wydałem mojemu podopiecznemu polecenie, aby ten schował się za mną i użył ruchu Snatch, w razie, gdyby oponent zdecydował się na potyczkę i chciał się jakkolwiek wzmocnić.
- Bardzo przepraszam, naprawdę nie miałem zamiaru zakłócić Twojego spokoju - skierowałem swoje słowa do Skorupiego, mówiąc ręce trzymałem uniesione w gorę, aby pokemon miał je cały czas na widoku. - No, może troszkę, ale pozwól mi się wytłumaczyć, proszę. Poszukuję w okolicy twardych skurczybyków, którzy mogliby mi pomóc walczyć z ludźmi, którzy krzywdzą pokemony i innych ludzi. Może byłbyś zainteresowany propozycją dołączenia do mnie i wspólnej wędrówki? Pewnie masz dość tego zapyziałego pustkowia...

Nie ukrywam - liczyłem na pozytywne rozpatrzenie mojej wypowiedzi. Nie chciałem dopuścić do walki. Szczególnie, że nie jestem pewny, na jakim poziomie jest ewentualny przeciwnik - nie zdecydowałem się wyciągnąć PokeDexu.
_________________
 
     
Tibia 


Dołączyła: 16 Paź 2018
Posty: 174
Skąd: Pomorze
Wysłany: 2019-12-03, 10:56   

Twoja przemowa chyba coś dała. Wprawdzie skorpion dalej stał w bojowej pozie, z kolcami wysuniętymi w przód i bacznie śledzący każdy twój ruch, ale przynajmniej nie próbował się na ciebie rzucić. Wydawało się nawet, że twoja propozycja wzbudziła u niego pewne zainteresowanie, zwłaszcza gdy wspomniałeś o walkach. Pokemon otaksował waszą dwójkę od góry do dołu spojrzeniem uważnym i krytycznym, jakby chciał ocenić, ile jesteście warci. Po chwili namysłu chyba powziął jakąś decyzję, bo machnął energicznie ogonem i uderzył szczypcami o ziemię na znak gotowości bojowej. Wydał też z siebie kilka szorstkich dźwięków skierowanych w stronę twojego towarzysza i chociaż nie znałeś mowy Pokemonów, to po reakcji Fletchlinga mogłeś domyślić się, że było to coś obraźliwego, bo spokojny zazwyczaj malec aż nastroszył się z oburzenia i rozłożył skrzydła, gotów polecieć w jego stronę natychmiast po otrzymaniu od ciebie przyzwolenia.
Cóż, chciałeś uniknąć walki, ale wyglądało na to, że w przypadku tego osobnika dołączenie do drużyny tak po prostu bez żadnej potyczki zupełnie nie wchodziło w grę. Najwyraźniej wysokie ambicje skorpiona pozwalały mu dołączyć dobrowolnie tylko do kogoś, kto zdobędzie jego szacunek poprzez pokonanie go.
_________________
 
     
Avers

Dołączył: 17 Lis 2019
Posty: 29
Wysłany: 2019-12-03, 16:38   

- Cieszy mnie Twój zapał do walki. Mam nadzieję, że kiedyś będzie Ci dane stać się siejącym postrach Drapionem, nieważne, czy zdecydujesz się trenować pod moim okiem. Myślę jednak, że miałbym Ci wiele do zaoferowania i obaj moglibyśmy się czegoś od siebie nauczyć. Ale teraz, skoro taka jest Twoja decyzja... walczmy!
Podtyp robaczy przeciwnika dałby mi ogromną przewagę... gdyby tylko mój Fletchling znał już jakiś ruch o typie lot. Niemniej jednak - nie przyszedłem tutaj po to, aby się poddać. Skorupi wygląda na takiego, który doskonale wie, czego chce. Jest pewny siebie, a dodatkowo czuje się komfortowo w walce - myślę, że przydałby mi się taki pokemon. Obawiam się tylko, że mógłby się nie dogadywać z moim poke-ptaszkiem... Nad tym jednak można by później odpowiednio popracować. Teraz muszę skupić się na potyczce. Jako, że zdecydowaliśmy się na potyczkę na piaszczystym terenie - skorpion jest u siebie. Doskonale wie, jak wykorzystać okolicę na swoją korzyść. Mój pokemon ma jednak inną przewagę - skrzydła. Odlatywanie po ataku powinno pomóc w unikaniu otrzymywania obrażeń, a jego Quick Attack powinien działać bardzo dobrze, nie dając odpowiedniej ilości czasu na kontratak. Dodatkowo użyty wcześniej Snatch również może pomóc. Sprawdźmy, jak będzie to wyglądać w praktyce. Moja pierwsza walka...
- Fletchling! Wzbij się w powietrze! Nie będziemy dawać oponentowi zbyt wielu szans na atak. Użyj Growl, spróbujemy obniżyć jego statystykę ataku tak, aby ewentualne ciosy nie wyrządziły Ci zbyt wielkiej krzywdy. Kiedy już to zrobisz - zaatakuj z góry Quick Attackiem. Następnie znów wzleć w górę, postaraj się uderzyć na tyle mocno, aby przeciwnik przekoziołkował do tyłu i nie mógł Cię zaatakować. Później podleć nieco bliżej ziemi i od frontu uderz jeszcze jednym Quick Attackiem! Dawaj, wierzę w Ciebie!
Mam nadzieję, że obmyślona przeze mnie taktyka będzie skuteczna. Przyznaję - nigdy nie interesowałem się zbytnio różnorakimi strategiami w walkach pokemonów. Teraz jednak - prawdopodobnie będzie to nieuniknione. Nie miałem pojęcia, że rozpoczęcie przygody jako trener będzie mogło być tak ekscytujące. Najważniejszy jednak w tym wszystkim jest cel, a im więcej się dzieje w kwestii ewentualnego ulepszania mojej drużyny - tym bliżej będę jego realizacji...
_________________
 
     
Tibia 


Dołączyła: 16 Paź 2018
Posty: 174
Skąd: Pomorze
Wysłany: 2019-12-06, 19:18   

Możesz spróbować złapać Poka, gdy będzie miał 25% HP


Runda pierwsza pojedynku rozpoczęła się.
Skorupi dokładnie śledził poczynania Fletchlinga, wstrzymując się z atakiem i czekając na jego pierwszy ruch. Zgodnie z nakazem ptak użył Growl; groźny pomruk przetoczył się nad polem i wywołał mimowolne wzdrygnięcie na ciele skorpiona, który jednak mimo to, wykorzystując skupienie oponenta na wykonywaniu ataku, natychmiast przystąpił do wzmacniania własnych atutów. Błyskawicznie potarł o siebie szczypce i kolce, które po tym zabiegu wyglądały na bardziej lśniące i zaostrzone. Po całym zabiegu wyprostował się dumnie, czekając na kolejny ruch Fletchlinga.
Nie przygotował się jednak na to, że cios zostanie wymierzony z taką szybkością. Ptak wzleciał w górę, zakreślił łuk i jak strzała pomknął w kierunku Skorupiego, uderzając go pod idealnym kątem tak, że ten wylądował na plecach. Fletchling odleciał na bezpieczną odległość, a w tym czasie fioletowy stworek wygramolił się z piasku, po czym łypnął na niego spode łba i jego ślepia błysnęły czerwono. Ptak pozostał jednak na to niewzruszony, gdyż jego zdolność chroniła go od tego typu zagrywek.
Nie dając czasu przeciwnikowi na zastanowienie nad tym fenomenem, Fletchling zgodnie z poleceniem rozpoczął błyskawiczny nalot od frontu. Widząc, co się święci, Skorupi nie próbował wykonać uniku, tylko wbił swój ogon głęboko w piasek i po prostu czekał na przyjęcie ciosu. Ten manewr ochronił go przed potężnym odrzutem, jaki spotkałby go od tego impetu na twardym terenie. W chwili uderzenia wzbiła się lekka chmura piasku, a gdy upadła, ujrzałeś swojego podopiecznego… uwięzionego w mocnym uchwycie skorpiona. Fletchling wił się i piszczał, usiłując wyrwać swoje skrzydła ze ściskających go kleszczy, jednak bezskutecznie. Wówczas kolce na ogonie Skorupiego zalśniły fioletową poświatą i jednym szybkim ruchem wbiły się od góry w ciało ptaka, przyszpilając je do ziemi. Potem skorpion odskoczył na bezpieczną odległość.
Fletchling szybko pozbierał się z ziemi i otrząsnął po tym ataku; wydawało się, że to Skorupi bardziej oberwał od przyjętego Quick Attacku, natomiast ptakowi cios kolcami nie zadał wielu obrażeń. Mimo to po chwili rudzik gwałtownie zadrżał i zaczął ciężej oddychać. Trucizna została zaaplikowana i teraz zaczęła krążyć w jego ciele, czyniąc spore szkody. Tymczasem wydawało się, że fioletowy Pokemon ponownie unosi szczypce w celu poprawienia własnych statystyk. Miałeś jeszcze trochę czasu na szybką reakcję…

Skorupi: 82%
Współczynnik ataku: -1 (Growl) +1 (Hone Claws)=0
Współczynnik celności: +1 (Hone Claws)

Fletchling: 80%
Status: zatrucie
_________________
  
 
     
Avers

Dołączył: 17 Lis 2019
Posty: 29
Wysłany: 2019-12-06, 20:06   

Faktycznie - stworek jest ewidentnie bojowo nastawiony, a moje słowa wydawały się nie zrobić na nim zbyt wielkiego wrażenia. Kolejne próby używania jakiejkolwiek perswazji są zatem bezcelowe, musimy po prostu pokazać oponentowi, kto tutaj rządzi. Już raz pozwoliliśmy mu się wzmocnić - kolejnej takiej okazji z pewnością nie otrzyma. Ba, możemy takie zachowanie wykorzystać na swoją korzyść, a przy tym nieco zdezorientować skorpiona. Muszę jednak przyznać, że ma zmysł do walki. Idealnie się do niej przygotował, wie, jak wykorzystać swoje mocne strony. Bardzo intrygujące. Imponuje mi coraz bardziej, teraz jestem już pewny - wiem, że chcę, aby dołączył do mojej drużyny. Nie unika konfrontacji i nie boi się użyć swoich atutów - nie jest mięczakiem. Dodatkowo w ramach obrony swojego teren był gotów zaatakować człowieka. Nie wiem, czy Fletchling zdecydowałby się na taki ruch, a to z pewnością zasadniczy plus. Zapewne w trakcie podróży nie raz będę musiał konfrontować się bezpośrednio z innymi ludźmi, a Skorupi i jego pokaźnych rozmiarów żądło - powinny pomóc mi w ewentualnym przekabaceniu ich na moją stronę.
- Fletchling, wykorzystajmy fakt, że rywal chce się wzmocnić. Użyj Snatch, a co za tym idzie przejmij podnoszone przez przeciwnika statystyki. Zaraz po tym pokażemy mu, że my też co nieco w tej kwestii potrafimy - użyj Swords Dance. To z pewnością mu zaimponuje. Ataki od frontu na nic się zdadzą - rywal doskonale wie, jak się do nich przygotować. Powtórzmy więc wcześniejszy manewr. Zaatakuj z góry, ponownie używając Quick Attack. Tym razem nie damy mu nawet chwili, aby mógł przygotować się na nasz kolejny ruch! Od razu wykonaj Tackle, atakując przy tym powalonego przeciwnika.
Staraj się też nie przejmować tym, co przed chwilą się wydarzyło. Wiem, że może Ci to doskwierać, ale od razu po walce wyruszymy do domu i postaramy się coś na to zaradzić, obiecuję!

Muszę cały czas być czujny. Doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że to może nie być koniec arsenału przeciwnika - może po prostu z początku nie chciał się zdradzać? Kto wie... Bacznie przyglądałem się przebiegowi potyczki, obserwując poczynania nie tylko mojego pokemona, ale i tego, który miałby zostać potencjalnym wzmocnieniem mojej ekipy.
_________________
 
     
Tibia 


Dołączyła: 16 Paź 2018
Posty: 174
Skąd: Pomorze
Wysłany: 2019-12-09, 23:14   

Skorupi przystąpił do ponownego ostrzenia swoich pazurów, jednak użycie Snatch skutecznie pokrzyżowało jego plany. Gdy fioletowy Pokemon ze zdumieniem pojął, iż nie dość, że to posunięcie nic mu nie dało, to jeszcze wzmocniło przeciwnika… cóż, mocno się zdenerwował. Łagodnie ujmując. Sarknął gniewnie przekleństwo w swoim własnym języku, po czym wystrzelił naprzód jak kamień wyrzucony z procy i wbił oba żądła prosto w pierś ptaka. Zaskoczony Fletchling zachwiał się i ledwie zdążył umknąć w górę przed kolejnym wściekłym ciosem. Znajdując się już w bezpiecznej odległości, przystąpił do osobliwego powietrznego tańca, wykonując skomplikowane, niemożliwe do uchwycenia ruchy skrzydłami. Tak wzmocniony, zapikował w dół, próbując powtórzyć uprzedni sukces. Skorupi był już jednak przygotowany na ten manewr i zakopał się do połowy w piasku, co pozwoliło mu zachować równowagę. Jednak mimo że nie wylądował na plecach, wyraźnie odczuł siłę tego uderzenia – nie dość, że wzmocnione przez poprzednie ruchy, to dzięki idealnej precyzji okazało się krytyczne. Skorupi przez chwilę wydawał się zamroczony i potrzebował czasu, aby się pozbierać. Udało mu się to dopiero w chwili, gdy nacierający z kolejnym atakiem Fletchling był tuż tuż. Wówczas jednak skorpion odsłonił kolejną kartę, posyłając gwałtownie salwę piasku prosto w oczy przeciwnika. Zaskoczony ptak został wytrącony z kursu, jednak starczyło mu przytomności, by szybko oddalić się poza zasięg skorpioniego ogona. Widziałeś jednak po Fletchlingu, że trucizna dalej daje mu się we znaki, czyniąc dalsze szkody.

Skorupi: 62%
Współczynnik celności: +1 (Hone Claws)

Fletchling: 62%
Współczynnik ataku: + 3 (Snatch, Swords Dance)
Współczynnik celności: +1 (Snatch) -1 (Sand Attack)=0
Status: zatrucie
_________________
 
     
Avers

Dołączył: 17 Lis 2019
Posty: 29
Wysłany: Wczoraj 17:46   

Tak właśnie myślałem, aczkolwiek - przyznam szczerze, nie spodziewałem się, że akurat ten ruch znajduje się dodatkowo w arsenale. Niemniej jednak - w sumie nic on nie dał, dzięki uprzejmości Skorupiego statystyka celności mojego podopiecznego pozostaje na podstawowym poziomie - tyle wystarczy. Jako, że współczynnik ataku jest jak najbardziej zadowalający, a obrażenia spowodowane zatruciem będą zapewne coraz bardziej dotkliwe - pora przejść do zmasowanej ofensywy. Szkoda tylko, że wachlarz ruchów mogących zrobić jakąkolwiek krzywdę u mojego Fletchlinga jest tak ubogi... no nic, trzeba sobie poradzić z tym, co mamy. Mam nadzieję, że niedługo sytuacja się zmieni.
- Fletchling! Musimy to jak najszybciej skończyć. Pora na trochę mind games. Znów wzleć nieco wyżej i zacznij szybko opadać zaraz nad głową przeciwnika. Nie dolatuj jednak w obręb zasięgu jego ogona i szczypiec. Skręć wówczas, po czym natychmiastowo zaatakuj go Quick Attackiem od tyłu. Po tym ruchu zacznij latać dookoła rywala, wykonując przy okazji Double Team. Ten powinien wodzić za tobą wzrokiem i oczekiwać ataku. Wtedy zastosujemy podobny manewr - niesygnalizowanie poleć do niego jak najbliżej, odbij w górę i wykonaj Quick Attack z powietrza. Jeśli udałoby się tym sposobem wbić oponenta delikatnie w piasek - natychmiastowo dorzuć kolejny Quick Attack. Zaraz po tym odleć na bezpieczną odległość i po prostu usiądź na ziemi. Jeśli przeciwnik miałby zamiar rozpocząć jakąś szarżę - wzbij się w powietrze. Jeśli nie - po prostu obserwuj. Spróbujemy go sprowokować, może wówczas sam zacznie się motać w swoich poczynaniach.
Z niecierpliwością oczekiwałem na efekty nowych poleceń wydanych pokemonowi. Walka dopiero zaczyna robić się ciekawa...
_________________
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme xandpurple created by spleen modified v0.3 by warna

Graficy:::
Sojusznicy:::

Daisy7
Daisy7#4661

Did
Dod#6823

Kyuubi
Zanate#3757

Tori
Tori#1343

Xioteru
xxxio#4156

* Twierdza RPG Makera *
Twierdza RPG Makera

* Mortis *

WAW Pokemon

Hipogryf
Hipogryf.pl - blog fantasy

Vampire Knight
Vampire Knight

Demigods

Wishtown

SNM
SnM

PokeSerwis

Wizard's World

Riverdale

Ninshu

Nemea

Orchard Stable

Rainbow RPG
Rainbow RPG

Disney World

Strefa RPG
Strefa Forumowych RPG

Deraas

Król Lew

W galopie

YLO

One for All

Fort Florence
Fort Florence

Over Undertale
over-undertale

Oneiric

Magic Lullaby

Black Butler
BlackButler

Hogwart Dream
HogwartDream

Amaimon
Amaimon

Artemida - Warrior Cats

Drachen

The Avengers

Dragon Ball - Another Universe

Wishtown

Hoshi Fusion

Spectrofobia

X-Men RPG

Virus

Bleach Other World
Bleach OtherWorld



Design by Did, Panda & Daisy7. Only for Pokemon Crystal
Copyright 2019 by Daisy7.

Zabrania się kopiowania tekstów i obrazków autorstwa naszych użytkowników bez ich zgody na użytek innych stron!
Grafika pochodzi ze źródeł internetowych. Nie przywłaszczamy sobie do niej żadnych praw. Jeśli jesteś autorem obrazka wykorzystanego na forum i nie życzysz sobie, by się tu znajdował, napisz do administracji Pokemon Crystal, a zostanie on usunięty.
Pokemon Crystal nie czerpie żadnych korzyści materialnych z prowadzenia tej strony poświęconej serii "Pokemon" - własności Nintendo.

Pokemon Crystal launched 2011-03-23.