FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Księga #4: ???
Autor Wiadomość
JC 
The Mastermind



Chatango: JayceCalliere
Discord: JCMT
Dołączył: 20 Paź 2018
Posty: 112
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2018-11-03, 17:39   Księga #4: ???

Prolog

Październik 10.10
Dyrektor Valorie siedziała jak zawsze w swoim gabinecie, przypominającym salę tronową. Usadowiona była przy mahoniowym biurku, na którym stał pliczek dokumentów. Jak zwykle ubrana była w czarną suknię ozdobioną mrocznymi piórami, a na jej szyi spoczywał szmaragdowy naszyjnik. Zieleń jej oczu niemalże przyćmiewała tę, którą emanuował wisiorek. Wkroczyłaś do środka, wywołana przez Panią Dyrektor osobiście.
-Witam, Panno von Everec. Proszę usiąść-powiedziała swoim słynnym oziębłym, a jednocześnie uwodzicielskim głosem. Nie jeden mężczyzna drżał na jego dźwięk, a kobiety napawał on ogromnym przerażeniem.

Usiadłaś naprzeciwko dyrektorki i przedstawiłaś swój plan. Z lekkim uśmiechem, jednak nadal pełnym mrocznej energii Valorie odrzekła-Gwenolo, tak coś czułam, że nie pójdziesz w ślady matki. Jeśli taka jest Twoja decyzja, mam idealną okazję, byś się sprawdziła, jako trener.-tu przerwała. Należałoby wspomnieć, że Dyrektor Valorie nie była zwolenniczką Koordynatorów i od zawsze uważała ich za marnujących czas pajaców. Od zawsze pasjonowały ją walki i kształcenie nowych pokoleń trenerów. Kobieta wyciągnęła pozłacaną kopertę ze stosu i podała ją Tobie.
-Dwa dni temu otrzymałam depeszę od mojego znajomego Davida. Poszukuje on trójki trenerów, którzy pomogliby mu w sprawie wagi państwowej.-tu spojrzała na Ciebie z uśmiechem-Miałam zamiar zabrać dwóch uczniów, którzy kończą swoją edukację w tę podróż. Może to być cenne doświadczenie, szczególnie dla zdolnych trenerów. Wnioskuję, że z uwagi na reputację swojego brata nie ustąpisz przed wyzwaniem?-powiedziała z nutą niepewności.-Naturalnie, musiałby się znaleźć jeszcze jeden ochotnik, który podjąłby się tego zadania. Nie tylko nagroda jest tutaj kusząca... Misja, którą mi przydzielono przewiduje odwiedzenie bardzo odległego i tajemniczego miejsca...-dodała i spojrzała na Ciebie pytająco. Mroczna kobieta po raz pierwszy wydała Ci się być wielkoduszna... a może to tylko gra i jest jakiś haczyk? Nie byłaś w stanie tego ocenić, jednak sytuacja na pewno byłaby dla Ciebie korzystna. W końcu mogłaś spełnić swoje marzenie o wyjściu z cienia brata i zostaniu Mistrzynią Pokemon. Pytanie tylko, czy dasz radę podjąć tę decyzję?

_________________

Jayce Calliere | Box | Bank | Trofea
  
 
 
     
Samuel



Chatango: xmangolicious
Discord: sammey
Dołączył: 14 Paź 2018
Posty: 143
Wysłany: 2018-11-03, 19:33   

xxxxxxxxxxPo rozmowie, którą odbyłam wraz z moim przyjacielem, byłam pełna emocji – wciąż nie mogłam do końca uwierzyć w to, na co się piszę. Nie mówiłam mu o swoim planie aż do dzisiejszego dnia. Sama nie wiedziałam do końca dlaczego; w końcu byliśmy przyjaciółmi odkąd zaczęliśmy szkołę. Kiedy dostrzegłam drzwi gabinetu dyrektorki szkoły, w końcu dopuściłam do siebie pewną myśl: „Może... po prostu bałam się jego reakcji?”. Zmarszczyłam nos. „Stresuję się i gadam głupoty... Gwen, weź się w garść!” zawołałam w myślach i, korzystając z tego, że nie dostrzegłam w pobliżu żadnego ucznia, zapukałam do drzwi, za którymi znajdował się gabinet dyrektor Valorie.
xxxxxxxxxxPoczułam, jak moje serce przyśpieszyło swój rytm w momencie, gdy usłyszałam głos dyrektorki. Wyglądało to zupełnie tak, jakby już na mnie czekała. Nacisnęłam klamkę.
xxxxxxxxxx- D-dzień dobry, pani dyrektor – odpowiedziałam zaraz po przekroczeniu progu jej gabinetu. W pobliżu tej kobiety zawsze czułam się niezręcznie. Nigdy nie wiedziałam do końca dlaczego – może to przez ten ton głosu? Potrząsnęłam głową, nie dając sobie zaprzątać głowy niepotrzebnymi przemyśleniami i usiadłam naprzeciwko dyrektorki, a swoją torbę położyłam na kolanach. Była trochę ciężka przez książki, które wypożyczyłam z biblioteki, ale nie przejmowałam się tym. Po prostu wzięłam głęboki plan i opowiedziałam kobiecie o swoich planach.
xxxxxxxxxxKiedy skończyłam, byłam przygotowana na rozczarowanie dyrektorki. Zdawałam sobie sprawę z tego, że pewnie większość nauczycieli miała nadzieję na to, że zajmę się koordynatorstwem – w końcu rola trenera była już „przejęta” przez mojego brata. Poza tym, kto to widział... dziewczyna zostaje trenerką? W dodatku ma ambicje na zdobycie tytułu Mistrzyni? Poczułam nieprzyjemną gulę w gardle kiedy przełknęłam ślinę. „Jestem głupia, żyję marzeniami...” pomyślałam, przygryzając dolną wargę. Cisza, jaka zapadła między mną a dyrektorką mnie martwiła, dlatego zdziwiłam się, gdy na jej ustach pojawił się uśmiech. Po pierwsze – było to dziwne, zważając na aurę, jaka wokół niej panowała, a po drugie... dopiero co powiedziałam, że mam zamiar zawieść swoich rodziców decyzją, jaką mam zamiar podjąć!
xxxxxxxxxx- Kto by się spodziewał, racja... ha, ha... – wydukałam w końcu, śmiejąc się cicho, nieco żałośnie wręcz. Wciąż czułam, że moje mięśnie są spięte ze stresu. Ciekawe, jak z tą rozmową poradzi sobie Charlie – to ja tu wychodziłam z siebie, a co dopiero on zrobi, gdy dojdzie co do czego? U mnie tu chodzi tylko o rodzinę, a jego dyrektorka może ocenić dosyć surowo, szczególnie przez to, że zamierza podjąć się koordynatorstwa... a podobno pani Valorie nie przepadała zbytnio za koordynatorami. Tak słyszałam.- I... tak, taka jest moja decyzja. Chcę w końcu robić to, co naprawdę lubię – dodałam, gdy w końcu minęła pierwsza fala szoku. Kiedy kobieta sięgnęła po pozłacaną – powtarzam: PO-ZŁA-CA-NĄ! – kopertę i mi ją podała, wzięłam ją w swoje ręce dosyć niepewnie. Jasne, byłam przyzwyczajona do takich „bogatych” widoków, ale... o rety, to było za dużo. „Ciekawe, jaką tajemnicę w sobie skrywa...?
xxxxxxxxxxPowstrzymałam się jednak od otworzenia koperty, skupiając swoją całą uwagę na słowach kobiety. Otworzyłam szeroko oczy, gdy wspomniała o trenerach, którzy mieliby pomóc jej znajomemu w sprawie wagi państwowej. „Nie wierzę, mówi o mnie!” pomyślałam z podekscytowaniem. Zawsze się starałam o jak najlepsze wyniki w nauce i proszę bardzo... życie się do mnie uśmiechnęło! Wyszczerzyłam zęby.
xxxxxxxxxxJasne, cała sprawa brzmiała dosyć mrocznie i tajemniczo, ale póki co o tym nie myślałam. Miałam szansę. To było w tej chwili dla mnie najważniejsze.
xxxxxxxxxx- Z chęcią podejmę się tego zdania, pani dyrektor – powiedziałam, nie mogąc powstrzymać uśmiechu, który cisnął się na usta. Po chwili jednak zmarkotniałam, przypominając sobie o Charlie’m. Nie mogłabym go zostawić samego na lodzie – obiecaliśmy sobie, że wyruszymy w podróż razem.- Tylko... chciałabym z tą decyzją poczekać na Charles’a. Chcemy wyruszyć w podróż razem. Nie wyobrażam sobie, że mielibyśmy się rozdzielić – wyznałam szczerze, spoglądając niepewnie w zielone oczy dyrektorki.
_________________
| [ Asuna Yuuki ] |
| [ box | Gwenola von Everec | bank ] |

[ #996633 | #009999 ]


 
     
JC 
The Mastermind



Chatango: JayceCalliere
Discord: JCMT
Dołączył: 20 Paź 2018
Posty: 112
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2018-11-03, 20:13   

Dyrektorka spojrzała na Ciebie poważnie i ze zrozumieniem skinęła głową.-Ach tak... Charles Adams... aspirant na Koordynatora...-zamilknęła na chwilę w mroku.-Panno von Everec, oczekuję zatem Pani odpowiedzi za 3 godziny. W tym czasie porozmawiam z Panem Adamsem. Mam nadzieję, że rozważy Pani tę niepowtarzalną okazję bardzo dokładnie.-powiedziała po czym odprowadziła Cię do drzwi. Gdy tylko opuściłaś gabinet zderzyłaś się z czekającym obok Charlesem.
-Auuć!-krzyknął-Gwen, spokojnie! Ja cię nie atakuję!-powiedział z uśmiechem na ustach. Tymczasem zza drzwi wyłoniła się Valorie.-Panie Adams, zapraszam.-rzuciła oschle. Charlie spojrzał na Ciebie i szepnął "Trzymaj kciuki!". Ty pozostałaś z pytaniami, w końcu dyrektorka dała Ci wiele do myślenia. Słońce powoli zachodziło, a październikowe niebo pokryło się chmurami. Z okna widać było jak liście powoli opadają z drzew, a złote barwy jesieni otulają całe podwórze. Było stąd widać także altanę, w której zwykle przesiadywaliście z Charliem, gdy były okienka. Tym razem jednak to miejsce wydało Ci się inne niż zwykle... ujrzałaś jakiś cień biegnący przez podwórze, który schronił się właśnie w tej altanie. Można było to sprawdzić albo poczekać na Charliego z nadzieją, że szybko i łatwo upora się z Valorie.
_________________

Jayce Calliere | Box | Bank | Trofea
 
 
     
Samuel



Chatango: xmangolicious
Discord: sammey
Dołączył: 14 Paź 2018
Posty: 143
Wysłany: 2018-11-03, 22:15   

xxxxxxxxxxUśmiechnęłam się nieśmiało, gdy dyrektorka wspomniała o chłopaku. Tak jak myślałam – nie była zbyt zadowolona. Jasne, nie dała tego po sobie poznać, ale dało się wyczuć w powietrzu pewien rodzaj napięcia, co sprawiło, że zaczęłam się bawić srebrnym pierścionkiem, znajdującym się na środkowym palcu lewej dłoni. Miało to na celu uspokojenie mnie w takich nerwowych sytuacjach, jak ta.
xxxxxxxxxx- W porządku. Wrócę do pani gabinetu po trzech godzinach – odezwałam się w końcu i rozejrzałam się po pomieszczeniu w poszukiwaniu zegara. Chciałam się mniej więcej orientować w czasie. Nie chciałam się spóźnić – co to, to nie. Zależało mi na szansie, jaką miałam dostać.
xxxxxxxxxxWstałam z zajmowanego przeze mnie miejsca i zarzuciłam na prawe ramię torbę. Powstrzymałam się od jęku – mimo wszystko książki ważyły, co w tym momencie boleśnie odczułam. List wciąż ściskałam w dłoni, bojąc się, że go przypadkiem upuszczę. Czasami zdarzało mi się tak robić w stresujących sytuacjach, czego tym razem nie chciałam dopuścić. Dyrektorka zachowała się dosyć miło: odprowadziła mnie do drzwi, za co byłam jej wdzięczna. Miałam wrażenie, że się nie ruszę, nogi miałam jak z galarety.
xxxxxxxxxx- W takim razie do zobaczenia, pani-- - W tym momencie nie dokończyłam, zderzając się z czekającym na swoją kolej Charliem. „Odwrócić się, wychodząc jednocześnie? To był zły pomysł...” pomyślałam i jęknęłam cicho, masując nos. Zaraz jednak się rozchmurzyłam, słysząc słowa ciemnowłosego.- Czyżby? Ja to odebrałam jako zamach na swoje życie! – powiedziałam i spojrzałam na niego z uśmiechem. Przyznaję, przez chwilę nie widziałam poza nim reszty świata. Niestety do rzeczywistości przywołał mnie głos rozsądku, czyli pani dyrektor, przez co odskoczyłam od chłopaka niczym oparzona i spłonęłam rumieńcem – w końcu nie chciałam się narazić na jej gniew, co zrobił już Charlie... na swoje nieszczęście.
xxxxxxxxxxWyszczerzyłam się do swojego przyjaciela i uniosłam do góry uniesiony kciuk, chcąc dodać mu trochę otuchy przed tym, co go czeka. Dopiero kiedy zamknęły się za nim drzwi, podeszłam do okna i wyjrzałam za nie, podziwiając piękno jesieni. Słońce powoli zachodziło, co oznaczało, że niedługo zapadnie wieczór – musiałam w końcu przed sobą przyznać to, że dzisiejszy dzień spędziłam na niczym konkretnym. Denerwowało mnie to, ale z drugiej strony... mam dwie nowe książki do dokończenia. No i w sumie to właśnie dzisiaj je zaczęłam...
xxxxxxxxxxAle miałam na głowie ważniejsze sprawy – musiałam za trzy godziny przedstawić dyrektorce swoją ostateczną decyzję. Byłam pewna tego, że wyjadę, ponieważ zależało mi na tym, aby się wykazać.
xxxxxxxxxxZerknęłam w kierunku altanki, w której przesiadywałam z Charliem gdy mieliśmy okienka. Uśmiechnęłam się, wspominając te dni. Fakt. Bez niego ani rusz. Dotrzymuję obietnic.
xxxxxxxxxxNagle przed oczyma mignął mi jakiś cień. Zmarszczyłam brwi i poprawiłam okulary na moim nosie, jakby pomogłoby mi to w przyjrzeniu się temu, co uciekało przez podwórze. „Dziwna sprawa... ale i budząca ciekawość” pomyślałam i zerknęłam w kierunku gabinetu. Chciałam to sprawdzić, ale nie sama. Poza tym, nie chciałam martwić chłopaka swoim zniknięciem. Dlatego też postanowiłam na niego poczekać.
xxxxxxxxxxKiedy wyszedł z gabinetu wydawało mi się, że minęły wieki, dlatego też czym prędzej złapałam go za rękę i pociągnęłam w kierunku drzwi, które prowadziły na podwórze. Sama nie do końca wiedziałam, skąd we mnie tyle siły.
xxxxxxxxxx- Mało czasu, idziemy! – powiedziałam jedynie w jego kierunku i przysięgam, zaczęłam niemal biec ku altance, choć niezbyt przechylnie spoglądano na uczniów, którzy tak robili...
_________________
| [ Asuna Yuuki ] |
| [ box | Gwenola von Everec | bank ] |

[ #996633 | #009999 ]


 
     
JC 
The Mastermind



Chatango: JayceCalliere
Discord: JCMT
Dołączył: 20 Paź 2018
Posty: 112
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2018-11-04, 16:23   

Ruszyliście z impetem w stronę altany. Choć ludzie spoglądali na was dziwnym wzrokiem, jednakże nie przejmowaliście się tym. Charles ufał Ci i bez pytania pobiegł za Tobą. Po krótkiej przebieżce znaleźliście się w altanie. Na pierwszy rzut oka nic tutaj nie wydawało się dziwne, jednak po chwili usłyszałaś głośne syczenie. Gdy spojrzeliście do góry, waszym oczom ukazał się Pokemon, który rzucił się na was i zaczął zbliżać się do was.

Wąż okazał się być dość spory i gdy tylko znalazł się parę centymetrów od was syknął przeraźliwie. Zza kolumny wyłonił się wówczas ukrywający się dotąd jegomość ubrany w czarną bluzę z kapturem. Zaśmiał się głośno i odwołał Sevipera.
-Widzimy się w Nawiedzonym Domu.-powiedział, po czym za pośrednictwem akrobatycznych umiejętności wdrapał się na altanę i uciekł z waszego pola widzenia. Zostawił za sobą tylko kartkę z literą V napisaną krwią. To spotkanie na pewno nie należało do normalnych, szczególnie ze względu na enigmatyczne słowa tego człowieka... no właśnie, nie udało Ci się rozpoznać czy był to mężczyzna czy kobieta, gdyż używał on urządzenia tłumiącego mowę.

Po chwili milczenia Charlie odezwał się-Nie mam pojęcia o co chodzi... A Ty?-spojrzał na Ciebie jakby oczekując odpowiedzi. W niezręcznej ciszy udało Ci się dostrzec złotą kopertę w ręku Charliego, taką samą jaką posiadałaś w obecnej chwili Ty. W tym samym momencie chłopak ujrzał Twoją kopertę. Gdy to do was dotarło nie było wyjścia, musieliście pogadać.
_________________

Jayce Calliere | Box | Bank | Trofea
 
 
     
Samuel



Chatango: xmangolicious
Discord: sammey
Dołączył: 14 Paź 2018
Posty: 143
Wysłany: 2018-11-04, 21:06   

xxxxxxxxxxChłopak się nie sprzeciwiał – po prostu dał mi się bez słowa prowadzić w stronę altanki. Byłam mu za to wdzięczna, bo co miałam mu tak naprawdę powiedzieć? „Hej, zobaczyłam jakiś dziwny cień i postanowiłam to sprawdzić!”? No nie, to się nawet kupy nie trzyma! Zamiast tego, głównie pod wpływem dziwnych spojrzeń, rzuciłam w jego kierunku krótkie:
xxxxxxxxxx- Później wyjaśnię, obiecuję.
xxxxxxxxxxMówiąc to, niemal zderzyłam się z drzwiami, które prowadziły na podwórze, ale proszę – przemilczmy to.
xxxxxxxxxxBędąc już na miejscu, to znaczy w altance, odetchnęłam głęboko i rozejrzałam się w poszukiwaniu stworzenia, które zwróciło moją uwagę. W pierwszej chwili nie zauważyłam niczego szczególnego, a spojrzenie pod ławki nic nie pomogło. Pustka. Rzuciłam pod nosem ciche przekleństwo i zmarszczyłam brwi.
xxxxxxxxxx- Wybacz, chyba mi się coś przewi... – Przerwałam, słysząc jakiś dziwny syk. Na sam dźwięk poczułam, jak przeszedł mnie dreszcz i choć z jednej strony bałam się spojrzeć w górę, skąd pochodził owy odgłos, tak zrobiłam to, by zaspokoić swoją ciekawość.
xxxxxxxxxxZnajdował się tam poké-wąż, który najwidoczniej nie miał dobrych intencji.
xxxxxxxxxxW momencie, gdy się na nas rzucił, jedynie cofnęłam się do tyłu i zaczęłam przeszukiwać torbę w poszukiwaniu balla mojej podopiecznej, Jeanette. Wszystko wskazywało jednak na to, że pod wpływem spojrzenia wrogiego Pokémona kompletnie spanikowałam... moje dłonie trzęsły się na tyle, że nie dałam rady znaleźć kulki z lwicą. W końcu poddałam się i jedynie zakryłam twarz ramionami, gdyby poké-wąż zdecydowałby się na atak.
xxxxxxxxxxAle nic takiego nie nastąpiło.
xxxxxxxxxxZamiast tego do moich uszu dobiegł kolejny dźwięk, tym razem kroków. Sprawiło to, że spojrzałam zza moich ramion przed siebie i automatycznie zmarszczyłam brwi – za wężem znajdowała się jakaś postać, której płci nie dało się za bardzo rozpoznać ze względu na twarz zakrytą kapturem.
xxxxxxxxxx- Co? – zdążyłam jedynie wydukać zanim tajemnicza postać zabawiła się w akrobatyka i wykonała kilka fikołków by wspiąć się na altankę. Uciekł, nie zostawiając po sobie nicze... zaraz. Właściwie to zostawił. Gdy zauważyłam zapisaną kartkę, bez słowa do niej podeszłam. Nie wyróżniała się niczym szczególnym: zapisano na niej czerwonym flamastrem literę „V”.
xxxxxxxxxxZaraz.
xxxxxxxxxxTo nie flamaster. To krew.
xxxxxxxxxx- Ohyda! – pisnęłam i odrzuciłam od siebie kartkę, odskakując w dodatku na bok, aby się do mnie przypadkiem nie doczepiła. To zdecydowanie NIE było normalne. I co z tą ukrywaną tożsamością? Używaniu urządzenia, które tłumiło mowę tylko po to, by nie rozpoznać z jaką płcią miało się do czynienia?- Fuj, fuj, fuuuuuuuuuuuj – skomentowałam głośno i zmarszczyłam nos. Okej, MOŻE przesadzałam, ale cholera no!
xxxxxxxxxxZałkałam cicho.
xxxxxxxxxx- Powiedz mi, że to jakiś żart – rzuciłam w kierunku Charliego i objęłam się, chcąc dodać sobie otuchy.- Też nie mam pojęcia o co chodzi, ale... – Przerwałam. Właściwie... osoba ta wspomniała o jakimś „Nawiedzonym Domu”. Mogły być dwa wyjścia: była to lokacja w miejscu, do którego chciała mnie wysłać dyrektorka albo miał na myśli opuszczoną posiadłość w lesie, które znajdowało się w pobliżu Eterny. Cholera wie.
xxxxxxxxxxW momencie, gdy chciałam mu przedstawić swoje obawy, dojrzałam w jego dłoni złotą kopertę.
xxxxxxxxxx- O rety – W jednej chwili zapomniałam o tym, co nas spotkało. W porządku, nie do końca, ale... no – w tej chwili moim priorytetem była rozmowa z chłopakiem. „Nie przejmuj się tym, co cię właśnie spotkało. Z pewnością to jakieś halucynacje. Taaak...”.- Wiem, że okoliczności nie sprzyjają... ale gratuluję! – zaśmiałam się nieco nerwowo, gratulując Charliemu. Przytuliłam go i przez chwilę trwałam w jego uścisku, zanim zdecydowałam się go puścić.- To jak, czytamy razem o tym, co nas czeka? – zaproponowałam i usiadłam na moim ulubionym miejscu, które na szczęście znajdowało się z dala od tej przeklętej kartki. Niewykluczone, że będę musiała o tym powiedzieć dyrektorce – kto wie, czy ten typ może być niebezpieczny...
_________________
| [ Asuna Yuuki ] |
| [ box | Gwenola von Everec | bank ] |

[ #996633 | #009999 ]


 
     
JC 
The Mastermind



Chatango: JayceCalliere
Discord: JCMT
Dołączył: 20 Paź 2018
Posty: 112
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2018-11-07, 22:34   

Chłopak zarumienił się lekko ze wstydu-W zasadzie... to zwinąłem jej tę kopertę, gdy klnęła, że prędzej zginie niż pozwoli Koordynatorowi wyjechać do Citro-tu przerwał i otworzyliście listy. A było w nich napisane tak:

Drogi trenerze! Nazywam się David i jestem liderem sali w Derione City, w regionie Citro. Niezwykle potworna tragedia zdarzyła się u nas w ciągu ostatnich dni. Trzy morderstwa w ciągu jednego tygodnia, wszystkie miały za cel ważne osobistości. Zginęli ambasadorowie Wysp Waveland. W tym celu poprosiłem Valorie, by przekazała ten oto list godnym według niej trenerom, którzy chcą pomóc mi uporać się z tym problemem. List możesz zachować, jako bilet do mojego miasta lub spalić, ale pod żadnym pozorem nie wolno Ci go wyrzucić! Zdecyduj mądrze!

David


Po odczytaniu listu Charlie dokończył myśl-Podejrzałem już wcześniej zawartość i widziałem, że też masz taki list... Gwen... Czy... Ty chcesz tam jechać?-spytał ostrożnie i niepewnie. Wasza przyjaźń rozkwitała, ale od tej decyzji mogło wiele zależeć. Niepowtarzalna okazja na odwiedzenie odległego regionu i poznania jego tajemnic. A do namysłu miałaś jeszcze trochę czasu. Mogłaś zawsze pójść szybciej lub pobłąkać się po akademii. Wybór należał jak zwykle do Ciebie.
_________________

Jayce Calliere | Box | Bank | Trofea
 
 
     
Samuel



Chatango: xmangolicious
Discord: sammey
Dołączył: 14 Paź 2018
Posty: 143
Wysłany: 2018-11-08, 18:14   

xxxxxxxxxxPowstrzymałam się od parsknięcia śmiechem.
xxxxxxxxxx- Nie wierzę, że to zrobiłeś – powiedziałam i przygryzłam dolną wargę, by się za wszelką cenę nie zaśmiać.- Pytanie brzmi... dlaczego?
xxxxxxxxxxPytając o to, przysunęłam się do niego i poruszyłam sugestywnie brwiami. Chciałam wiedzieć, co go do tego zachęciło – z czystej ciekawości... no i miałam cichą nadzieję na to, że do takiego posunięcia nie skłoniła go jedynie nasza obietnica o wspólnej podróży.
xxxxxxxxxxW końcu potrąciłam go lekko swoim ramieniem i zaśmiałam się dla rozluźnienia atmosfery.
xxxxxxxxxx- Kiedyś to z ciebie wyciągnę – powiedziałam, nie mogąc znieść ciszy, która zapadła pomiędzy nami. Następnie wzięłam głęboki wdech i otworzyłam kopertę, a następnie przejrzałam jej zawartość: właściwie nie było w niej nic podejrzanego, jedynie list. Przeczytałam go raz, a po chwili również kolejny, jakby bojąc się o to, że przeoczyłam jakiś szczegół. Treść listu niepokoiła mnie – trzy morderstwa jednego tygodnia była istną tragedią... ale dlaczego lider nie zajmie się tym sam, tylko szuka trenerów...?
xxxxxxxxxxJedno jest pewne – muszę przemyśleć za i przeciw.
xxxxxxxxxx- Hmmm... – wymruczałam pod nosem, myśląc nad tym, co odpowiedzieć Charliemu. Mówił ostrożnie, a jego słowa były niepewne – domyśliłam się, że treść listu Davida sprawiła, że nie za bardzo wiedział co o tym wszystkim sądzić. Sama nie chciałam naginać granicy naszej przyjaźni, więc go doskonale rozumiałam. Jasne, z jednej strony pragnęłam spełnić swoje marzenie, stać się kimś innym niż „tą od von Evereców”... ale bałam się, że przez to wszystko stracę Charliego. Mojego jedynego przyjaciela, który jest wobec mnie sobą, tym, który nie pcha się do mojego życia tylko dlatego, że moja rodzina ma pieniądze i władzę.
xxxxxxxxxx- Nie wiem – wyznałam całkiem szczerze po dłuższej chwili milczenia. Spojrzałam przed siebie, dostrzegając pod ławkami kartkę umazaną krwią. Wzdrygnęłam się na myśl, że w Citro mogłoby mnie czekać to samo.- Ale wiem, że jak już jechać to tylko z tobą, Charlie – dodałam po chwili, odwracając wzrok i spoglądając w jego niebieskie oczy. Uśmiechnęłam się.- Nie łamię obietnic. Chyba przez te wszystkie lata zdążyłeś się o tym przekonać, co?
xxxxxxxxxxSzturchnęłam go, chichocząc. Wkrótce jednak przestałam i spojrzałam przed siebie, wzdychając przedtem ciężko.
xxxxxxxxxx- Wydaje mi się, że podczas tej podróży wiele się nauczę. Pomogę rozwinąć się Jean, a przy okazji sama zrobię postępy. Wiadomo, teoria przedstawiana w szkole zwyczajnie różni się od praktyki – tu uśmiechnęłam się lekko, a następnie kontynuowałam:- Chciałabym pomóc nie tylko liderowi, ale i ludziom, a co najważniejsze... sobie. Naprawdę przemyślałam to, co ci wtedy powiedziałam. Tam, w bibliotece. Nie chciałam zostać koordynatorką, bo wiedziałam, że każdy będzie zachwalał przy tym moją matkę, nie mnie.
xxxxxxxxxxPrzerwałam na moment, nawet nie czując tego, że ścisnęłam list w swoich dłoniach.
xxxxxxxxxx- Odkąd mój brat został liderem to też żyję w jego cieniu. Przykro mi, że tak naprawdę nigdy nie będę lepsza, ale... może kiedy pokażę im, co potrafię... to może też w końcu zaistnieję w oczach mojej rodziny... – wyznałam i westchnęłam. Nigdy mu o tym nie mówiłam: o swoich największych lękach. Bałam się kogokolwiek dopuszczać do moich myśli.- Przepraszam, że nie powiedziałam ci o tym wcześniej, Charls. Bałam się twojej reakcji. Poza tym... mój „problem” brzmi dosyć dziecinnie, nie?
xxxxxxxxxxZaśmiałam się dosyć żałośnie i odwróciłam wzrok. Czułam nieprzyjemną gulę w gardle i czułam, że za chwilę się rozpłaczę, co na szczęście nie nastąpiło. Zdecydowałam się przełknąć łzy, decydując się jednocześnie na włożenie listu z powrotem do koperty. Zauważyłam, że moje dłonie drżały.
xxxxxxxxxx- Wiem, że nie mam najgorzej, ale nie potrafię sobie z tym poradzić od ładnych kilku lat. Trochę mnie to męczy – wyznałam, spoglądając ponownie na chłopaka.- I choć chcę w końcu żyć własnym życiem, to przyjaźń z tobą jest dla mnie w tym momencie najważniejsza.
xxxxxxxxxxZarumieniłam się i spuściłam wzrok na moje dłonie, które wciąż drżały. Nie czułam się źle z tym, że zostałam u jego boku – rozmowa była nam potrzebna, a spacerując samotnie po korytarzu za wiele bym nie osiągnęła... a na ostateczną decyzję jest zdecydowanie za wcześnie.
_________________
| [ Asuna Yuuki ] |
| [ box | Gwenola von Everec | bank ] |

[ #996633 | #009999 ]


 
     
JC 
The Mastermind



Chatango: JayceCalliere
Discord: JCMT
Dołączył: 20 Paź 2018
Posty: 112
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2018-11-10, 22:34   

Charlie na chwilę zaniemówił. Po chwili jednak złapał się za tył głowy i odsapnął.
-Bałem się, że będziesz mieć coś przeciwko, jeśli wyruszę z Tobą. Zależy mi na wspólnym podróżowaniu, nawet jeśli oznacza to odległy region, którego nikt nie zna. I dzięki, że się przede mną otworzyłaś. To nic takiego, rozumiem to. Widzę jak na co dzień musisz się mierzyć z porównaniem do innych członków rodziny. Domyślam się, że musi być Ci trudno i dlatego obierasz swoją ścieżkę. I jestem z tego powodu dumny. Ja też chciałbym coś osiągnąć własnymi siłami, dlatego ruszam z Tobą. Ty jako Mistrzyni, a ja jako Mistrz Koordynator, zdobędziemy region Citro!-powiedział podniecony chłopak, a jego oczy były niczym gwiazdy. Uśmiech zagościł na waszych ustach. W końcu rozbawieni wróciliście pod gabinet dyrektorki. W końcu wypadałoby poinformować ją o wszystkim. Valorie zdawała się na was czekać. Jednak to mogłaś sprawdzić tylko w jeden sposób.
_________________

Jayce Calliere | Box | Bank | Trofea
 
 
     
Samuel



Chatango: xmangolicious
Discord: sammey
Dołączył: 14 Paź 2018
Posty: 143
Wysłany: 2018-11-11, 20:32   

xxxxxxxxxxTkwiąc w tej niezręcznej ciszy uświadomiłam sobie, co właśnie zrobiłam – doszło do mnie to, że swoim wyznaniem tak naprawdę mogłam zaszkodzić, a nie pomóc. Kiedy zdałam sobie z tego sprawę, jedynie przygryzłam dolną wargę i czekałam na najgorsze.
xxxxxxxxxxNie musiałam na to długo czekać – wyglądało na to, że Charlie również miał kilka słów do powiedzenia. W pierwszej chwili bałam się, że zacznie mnie obwiniać za moją decyzję. Po chwili jednak doszedł do mnie sens jego słów. Nie ukrywam, że poczułam w tym momencie ogromną ulgę.
xxxxxxxxxx- Razem będziemy niepokonani! – dopowiedziałam z ogromnym uśmiechem na ustach, podzielając entuzjazm chłopaka. Widziałam ten jego błysk w oczach. „Pff, czym ja się wcześniej przejmowałam? Przecież to mój najlepszy przyjaciel!” pomyślałam i wyszczerzyłam się jeszcze bardziej. Tak, z pewnością będziemy niepokonani, a co najważniejsze – nasza przyjaźń przetrwa wszystko. Jestem tego pewna.
xxxxxxxxxxW końcu postanowiliśmy powrócić do dyrektorki. Zanim to jednak nastąpiło, spróbowałam odszukać zakrwawioną kartkę – chciałam ją wziąć tylko po to, aby pokazać ją dyrektorce. Dopiero teraz dotarło do mnie, że to „V” mogło być mocną wskazówką co do Wężownika... bo tak właśnie postanowiłam nazwać tę tajemniczą osobę, przez którą zostaliśmy zaatakowani. Gdy odnalazłam już interesujący mnie przedmiot, owinęłam go w chusteczkę (mając nadzieję, że znajdę ją w czeluściach mojej torby) i schowałam do kieszeni, która znajdowała się na piersi. I choć w pierwszej chwili czułam obrzydzenie, tak w momencie gdy spojrzałam na Charliego powrócił mi dobry humor.
xxxxxxxxxxPowracając pod gabinet dyrektorki nie do końca wiedziałam, czy wspominać jej o Charlim – w końcu oficjalnie nie został zaproszony do Citro. Postanowiłam jednak to przemilczeć i zwyczajnie zaciągnąć chłopaka do Valorie razem ze sobą. „Gdyby zaczęła na niego krzyczeć to po prostu go jakoś wyratuję” pomyślałam i zapukałam do drzwi gabinetu.
xxxxxxxxxx- Witam ponownie, pani dyrektor – powitałam ją, gdy w końcu usłyszałam zezwolenie na to, aby wstąpić do jej małego królestwa. Spojrzałam na Charliego i wypowiedziałam jedynie bezgłośne „chodź”. Dopiero gdy zamknął za sobą drzwi, zdecydowałam się wziąć głęboki wdech:- Jestem zdecydowana. Wyruszę wraz z Charlesem do Citro.
xxxxxxxxxxCóż, nawet jeśli nie lubiła chłopaka, chciałam ponownie podkreślić to, że bez niego nigdzie się nie ruszam. A jeśli chodzi o list... wspomnę o tym zaraz, gdy załatwimy wszystkie formalności.
_________________
| [ Asuna Yuuki ] |
| [ box | Gwenola von Everec | bank ] |

[ #996633 | #009999 ]


 
     
JC 
The Mastermind



Chatango: JayceCalliere
Discord: JCMT
Dołączył: 20 Paź 2018
Posty: 112
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2018-11-12, 01:35   

Wszystko zdawało się iść po Twojej myśli. Gdy już myślałaś, że Valorie krzyknie ze złością w waszym kierunku Twoje oczekiwania rozpłynęły się w mgle rzezczywistości.
-Ależ naturalnie... Ty, Charles, ja i moja córka... w czwórkę wyruszymy do Citro. Tylko tak byłoby uczciwie, skoro ja biorę kogoś znajomego, ty również zabierz swojego najlepszego przyjaciela... choć jest... pff... koordynatorem.-powiedziała ukrywając swoje zażenowanie. Jednak szanowała Twoją decyzję. Tymczasem zza rogu biurka wychyliła się wcześniej niewidziana przez Ciebie osóbka.

Dziewczyna robiła coś na komputerze, a gdy skończyła spojrzała w waszą stronę nic nie mówiącym, pustym wzrokiem.-Rebecca Irma van Higen.-przedstawiła się bez emocji. Gdy jej wzrok utknął na Charliem miałaś wrażenie, że od teraz znalazłaś nowego wroga. Szczególnie, gdy dziewczyna podeszła do niego.-Charles Adams? Czyżby najlepszy koordynator na roku pokusił się o podróż w nieznane?-z obojętnością w głosie rzekła Rebecca. Miałaś jednak o wiele gorszy problem na głowie. Ignorancja tej dziewczyny sprawiła, że Charliego zatkało i mogłaś dostrzec kątem oka, jak wlepił swój wzrok w córkę Valorie van Higen.

-EKHM...-rzuciła dyrektorka patrząc na całe zajście.-To moja córka. Nasza czwórka wypływa do Citro jutro rano. Spakujcie się i przygotujcie na bardzo trudne wyzwania.

Tymczasem Ty dyskretnie pochwaliłaś się znaleziskiem pani dyrektor. Ta z przerażonym wzrokiem zbadała krwawą literę. To był pierwszy raz, gdy widziała Valorie przerażoną i bladą jak pień.
-Skąd to masz?!-powiedziała bardzo donośnie. Charles i Rebecca, którzy rozmawiali na boku osłupieli i spojrzeli w waszą stronę.-Tt-to... Gwen, musimy porozmawiać. Na osobności!-tu zwróciła się na chwilę ku reszcie-Becca, wyjdźcie z Adamsem na zewnątrz. Teraz!-rozkazała. A wedle jej rozkazu drzwi zamknęły się, a Ty zostałaś sam na sam z Valorie van Higen.
-Everec... kłopoty się trzymają waszej rodziny od pokoleń... mogłam się spodziewać, że i Ty będziesz potrzebować...-przestała na chwilę i powiedziała-Historia moja i Twojej matki, pozostawia mnóstwo czasu na opowieści. Pozwól, że innym razem ją streszczę... natomiast to, co w tej chwili trzymasz w dłoni... To najgorsza zmora, jaką możesz posiadać... Przypomina mi to krwawe morze... Nie przypadkiem to akurat Tobie się przytrafiło... przeznaczenie igra sobie z waszą rodziną... W takim razie, nie ma odwrotu. Musisz płynąć do Citro... od tego zależy życie nie tylko Twoje, ale i wszystkich Twoich bliskich... Ten znak... to symbol jednego z Wężowników... I to nie byle jakiego... najstraszliwszy jadotwórczy wąż z całej tej ich szajki...-przestała na chwilę, by przełknąć ślinę...

-A jego imię to... Viperus

Mnóstwo pytań plątało się w Twojej głowie. Dyrektorka zna się z Twoją mamą bliżej niż sądziłaś, co więcej wie o tym tajemniczym skrawku papieru... pozostaje pytanie... Skąd Valorie zna Twoją mamę? I kim jest Viperus?
_________________

Jayce Calliere | Box | Bank | Trofea
 
 
     
Samuel



Chatango: xmangolicious
Discord: sammey
Dołączył: 14 Paź 2018
Posty: 143
Wysłany: 2018-11-12, 20:32   

xxxxxNa szczęście dyrektorka nie wydarła się na bruneta, za co byłam jej szczerze wdzięczna. Niestety, patrząc w jej twarz wciąż byłam w stanie odnaleźć tę niechęć. „Nigdy się chyba pod tym względem nie zmieni” pomyślałam, wsłuchując się w jej słowa. Zaraz, zaraz. Spojrzałam na nią z uniesioną brwią. Dyrektorka miała jechać z nami? Jeszcze większe zaskoczenie – jej córka też?
xxxxxNie miałam nic przeciwko temu – dobrze, że wyruszymy w większej grupie ze względu na zagrożenia, ale tak czy inaczej... no, byłam zdziwiona. Miałam jedynie nadzieję, że nie będzie na każdym kroku przypominać Charliemu o tym, jak bardzo złym pomysłem było to, aby zostać koordynatorem, a nie trenerem.
xxxxxJuż chciałam zabrać głos, gdy wtem zza roku biurka wychyliła się osoba, której nie zauważyłam wchodząc do pokoju. Widząc ją teraz, zarumieniłam się jedynie – byłam pewna, że w pomieszczeniu znajdowała się jedynie dyrektorka, ja i mój przyjaciel, przez co czułam się w miarę swobodnie, tak teraz... poczułam się zwyczajnie niezręcznie, jakby ktoś naruszył moją prywatność.
xxxxxOsoba ta była dziewczyną. Co gorsze – cholernie piękną dziewczyną, mającą zadbane blond loki i jasne oczy. Miała zadbaną skórę, na której niewidoczne były ślady piegów. W porównaniu ze mną, z dziewczyną, której włosy były obecnie rozczochrane, sterczące na wszystkie strony świata, córka dyrektorki zwyczajnie promieniała.
xxxxx- Gwenola Chloé von Everec – przedstawiłam się, jednocześnie prostując. Na moich ustach pojawił się wymuszony uśmiech, który po chwili ustąpił wyrazowi grymasu, gdy dziewczyna skupiła swoją uwagę Charliemu. Nie dość, że na niego spojrzała, to i podeszła. „O nie, dziunia, tego już za wiele” pomyślałam i przysięgam, miałam ochotę zabrać chłopaka jak najdalej od dziewczyny. Sama nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale tłumaczyłam sobie to tym, że jestem nadopiekuńcza.
xxxxxZabolało mnie również to, że i on był zainteresowany.
xxxxx- W porządku, pani dyrektor – odpowiedziałam donośnym głosem, chcąc zwrócić uwagę nie tylko kobiety, ale i naszych gołąbeczków. Gdy Charlie, albo i nie, spojrzał na mnie, ja jedynie przewróciłam oczami i podeszłam do biurka Valorie. „Świetnie, po prostu świetnie” pomyślałam, kipiąc ze złości, „nie dość, że woli zająć się jakąś dziewczyną to jeszcze zapomina o najważniejszym!” dodałam po chwili, mając na myśli zakrwawioną kartkę.
xxxxx- Oprócz mojej decyzji mam pani coś ważnego do przekazania – zaczęłam, pochylając się nad kobietą – chciałam aby wszystko było załatwione w dyskretny sposób, dlatego też rozmawiałam szeptem.- Kiedy rozmawiała pani z Charlesem, zauważyłam na zewnątrz coś podejrzanego. Chciałam to sprawdzić. Ale później... – przerwałam, wzdrygając się na samą myśl o tym, co spotkało mnie wraz z moim przyjacielem - ... później było tylko gorzej. Niech pani sama zobaczy.
xxxxxSkrzywiłam się, wyjmując zakrwawioną kartkę. Podałam ją bez słowa pani dyrektor, uważając na to, aby nie zauważyła jej przypadkiem córka kobiety. Chociaż... była na tyle zajęta Charlim, że nie widziała poza nim reszty świata. „Ta mała, kurczę idealna...” zaczęłam w myślach, chcąc wyliczać w głowie wulgaryzmy, jednak przerwał mi krzyk dyrektorki.
xxxxxSpojrzałam na nią z osłupieniem. Sprawa była o wiele gorsza niż zakładałam, o czym przekonałam się chwilę później, gdy kobieta wyprosiła na zewnątrz Rebeccę wraz z Charlesem. Pierwsze, o czym pomyślałam: „Cholera, będą sami i nie będę widziała tego, co robią!”, a drugie: „Dobrze zrobiłam, dzieląc się znaleziskiem z dyrektorką”.
xxxxxSłuchałam uważnie dyrektorki, nawet nie zauważając tego, kiedy otworzyłam ze zdziwienia usta. Moja rodzina była zagrożona? Na samą myśl zrobiło mi się niedobrze, a oprócz tego poczułam, jakby ktoś wrzucił mi do żołądka ogromną bryłę lodu. W jednej chwili chciałam do nich wracać, ostrzec ich wszystkich. Nie docierała do mnie reszta słów dyrektorki – jedynie strzępki jej wypowiedzi. Znajomość z moją matką... symbol Wężowników... najgorszy z nich wszystkich... Viperus.
xxxxx- C... Czyli ktoś chce mnie zabić? – To pierwsze, co mi przyszło na myśl.- Dlaczego? Przeze mnie polują na moich bliskich? Skąd pani o tym wie? – dodałam po chwili, patrząc prosto w oczy kobiety. Przerażało mnie to, że ktoś chciał ich skrzywdzić. A co jeśli zechcą dorwać również Charliego? Dodał cichutki głosik z tyłu mojej głowy, a mi ponownie zrobiło się niedobrze. Nie, nie, nie. On ma być bezpieczny!
xxxxxOdetchnęłam głęboko. „Gwen, nie panikuj” pomyślałam, biorąc jeszcze jeden oddech.
xxxxx- Kim są ci Wężownicy? I ten cały Viperus? Co sprawia, że jest najgroźniejszy? – dorzuciłam po chwili, przygryzając dolną wargę.- On... nasze spotkanie skończyło się jedynie na obietnicy spotkania. Mówił o jakimś Nawiedzonym Domu. Czy to oznacza, że mam do niego pójść? A co później? Mam z nim stoczyć walkę? – zaśmiałam się gorzko. Panika ogarnęła moje ciało, nie potrafiłam już myśleć o niczym pozytywnym.- Nie mogę tego po prostu zgłosić na policję?
_________________
| [ Asuna Yuuki ] |
| [ box | Gwenola von Everec | bank ] |

[ #996633 | #009999 ]


  
 
     
JC 
The Mastermind



Chatango: JayceCalliere
Discord: JCMT
Dołączył: 20 Paź 2018
Posty: 112
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2018-11-12, 21:38   

Valorie spojrzała na Ciebie poważnie.-Jeśli zostałaś wezwana przez Wężownika, to nie możesz odmówić... a skąd wiem?-tu osłoniła ramię po suknią. Ujrzałaś siną, fioletową okrągła ranę, która pulsowała.-Bo jestem jedną z ich ofiar...-rzuciła po czym przestrzegła Cię-Zrób cokolwiek wbrew ich woli, a Ty i Twoi bliscy zapłacicie za to gorzką karę... Ojciec Rebecci oddał za nas życie, a mnie pozostało ledwie kilka jego lat... Becca, to mój najdroższy skarb... nie może przez to przechodzić...-tu przerwała i ze smutkiem spojrzała w Twoją stronę-Gwenola... pozwól, że opowiem Ci o wszystkim na statku. Musimy się zbierać jak najszybciej. Proszę... utrzymaj to w tajemnicy... szczególnie przed Rebeccą-odrzekła Valorie i wyprosiła Cię z gabinetu pogrążona w zmartwieniach. Gdy wyszłaś ujrzałaś jak Charlie i Becca stoją i rozmawiają. Gdy tylko wyszłaś dziewczyna obojętnym i neutralnym głosem powiedziała-Muszę już iść. Do zobaczenia jutro-po czym dała buziaka w policzek Charliemu i wróciła do gabinetu matki. Chłopak cały poczerwieniał, ale gdy tylko podeszłaś oprzytomniał.-Wyb-bacz Gwen! Ale... ona mnie...-Twój najlepszy przyjaciel nie wiedział, co powiedzieć. Poczułaś ukłucie w sercu. Pokonana przez dziwną, ale nadal śliczną blondynkę. Cóż takie czasami życie bywa, jednak nie to było najważniejsze. Teraz trzeba było się zbierać i szykować na jutrzejszy wyjazd!
_________________

Jayce Calliere | Box | Bank | Trofea
 
 
     
Samuel



Chatango: xmangolicious
Discord: sammey
Dołączył: 14 Paź 2018
Posty: 143
Wysłany: 2018-11-13, 00:15   

xxxxxZdusiłam krzyk, zakrywając usta dłonią. Widok rany dyrektorki o dziwo nie napawiał mnie obrzydzeniem czy wstrętem – wręcz przeciwnie, przerażeniem. Spojrzałam ze strachem w szmaragdowe oczy kobiety, nie potrafiąc z siebie nic wydusić. Czułam niesamowity strach przed tym, co mnie czekało w Citro. Wizja podróży mojego życia zmieniła się w jednej chwili w koszmar, z którego pragnęłam się wybudzić.
xxxxxProśbę dyrektorki skomentowałam jedynie skinięciem głowy. Choć w pierwszej chwili tak czy inaczej nie miałam zamiaru mówić dziewczynie co jest na rzeczy, musiałam od tego momentu zważać na to, co mówię. Jeśli chodzi o resztę... bałam się, że w jakiś sposób Wężownicy prędzej czy później się o tym dowiedzą i tę osobę skrzywdzą. Dlatego też postanowiłam trzymać język za zębami w towarzystwie Charliego i mojej rodziny. „Robię to dla ich bezpieczeństwa” pomyślałam i bez słowa wstałam z zajmowanego przeze mnie miejsca – które zajęłam, bo nogi miałam jak z galarety i ciężko było mi ustać – a następnie wyszłam z gabinetu.
xxxxxTeraz na ramionach ciążyła mi nie tylko torba, ale również moja przyszłość.
xxxxxWychodząc z pomieszczenia nie spodziewałam się, że na zewnątrz zobaczę nasze gołąbki – Charliego i Rebeccę. Byłam pewna, że pójdą gdzieś indziej. Gdzieś, gdzie spokojnie będą mogli rozmawiać o wszystkim i niczym. „Byłam pewna, że takie pogadanki były zarezerwowane tylko dla mnie” pomyślałam, spoglądając na nich. I choć w pierwszej chwili na mojej twarzy widać było obojętność, tak gdy dziewczyna złożyła na jego policzku pocałunek, zwyczajnie coś we mnie pękło.
xxxxxCzy ona nie ma za grosz wstydu? A on? Znają się zaledwie chwilę! Wołał rozwścieczony głosik w mojej głowie, a ja nawet nie śniłam o tym, aby mu przytaknąć.
xxxxxJeśli Charlie tego chce, proszę bardzo.
xxxxx- Daruj sobie – powiedziałam, mijając go. Nie kontrolowałam nawet swojego głosu, który w tym momencie był niesamowicie jadowity. Poczułam, jakby kolejna osoba odebrała moje miejsce i znów zostałam zepchnięta na dalszy plan. Przyśpieszyłam kroku, kierując się w stronę pokoju, który zamieszkiwałam. Rodzina, która nie dostrzega cię przez kilka dobrych lat? W porządku, da się w sumie przyzwyczaić. Ale odebranie jedynej osoby, która cię wspiera i jako jedna z niewielu rozumie od zaledwie niedawna – tego już za wiele.
xxxxxWchodząc do mojego pokoju nie zwróciłam nawet uwagi na moją współlokatorkę (psst, możesz ją wprowadzić albo i nie – mogła przykładowo wyjechać wcześniej w podróż!). Rzuciłam jedynie swoje rzeczy na łóżko w dosyć wściekłym geście. Nie dość, że mam na głowie sprawę tego całego kultu to jeszcze...
xxxxxNie myśl o tym” pomyślałam i przymknęłam oczy. Po chwili otworzyłam je i wzięłam głęboki wdech. Nie, nie potrafię tak. Muszę wziąć prysznic, ochłonąć... albo przejść się do sklepu. „Chłodne powietrze z pewnością mi pomoże” pomyślałam, spoglądając z nadzieją na zegar. Miałam nadzieję, że będzie jeszcze dosyć wcześnie i zdążę wymknąć się do sklepu, w którym musiałam tak czy inaczej kupić kilka rzeczy. Poza tym, spacer z moją starterką jedynie mi pomoże – jej też mogę się tak naprawdę wygadać, czego ona nie może zrobić, bo w końcu nikt nie rozumie Pokémonów.
xxxxxWięc mam dwie opcje. Jeśli jest wcześnie – przebieram się w coś wygodniejszego i cieplejszego (ubiór 3), a następnie wymykam się z Jean na zakupy. Natomiast jeśli jest już za późno – wskakuję pod gorący prysznic, po czym idę się pakować na jutrzejszy wyjazd.
_________________
| [ Asuna Yuuki ] |
| [ box | Gwenola von Everec | bank ] |

[ #996633 | #009999 ]


 
     
JC 
The Mastermind



Chatango: JayceCalliere
Discord: JCMT
Dołączył: 20 Paź 2018
Posty: 112
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2018-11-13, 13:51   

Nie musiałaś długo czekać, aż lokatorka rzuci w Ciebie poduszką.
-Gwen! Wołam Cię od 5 minut! Żyjesz? Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha-rzekła Fleur. Twoja współlokatorka może nie była Twoją powierniczką, ale zawsze Cię wspierała gdy tego potrzebowałaś. Szczególnie, gdy po nudnych wykładach musiałaś napisać ogromniaste kolokwium. Zawsze służy radą i ciepłym słowem. Taka była Fleur Ross - młoda, zielonowłosa inteligentka. Prymuska klasowa i jednocześnie najbardziej skryta osoba jaką znasz.

-Weszłaś tutaj zaledwie chwilę temu, a nawet tchu z siebie nie wydałaś! Może chodźmy na zakupy! Od razu poprawi Ci się humor!-zaproponowała Fleur, a że i tak wybierałaś się do sklepu, ruszyłyście razem. Przemykając się niczym Aniołki Charliego... zły dobór słów... niczym tajne agentki do sklepiku niedaleko akademiku. Tam też Twoim oczom ukazał się natłok towaru, jaki właśnie dojechał z dostawą. Fleur wyczaiła coś za winklem i wołała Cię wzrokiem. Gdy dotarłaś na miejsce ujrzałaś najnowsze modele technologiczne, które wyniknęły z połączenia się firm Poketch i Xtransceiver.

Nazwano to Poketch-XT. Dokładnie dwa modele trafiły właśnie przed wasze oczka.
-Gweeeeen!-powiedziała Fleur z podekscytowania-Bierzemy?-spytała pełna energii.
_________________

Jayce Calliere | Box | Bank | Trofea
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme xandpurple created by spleen modified v0.3 by warna

Graficy
Sojusznicy:

Panda
35451075
Yukiyorin

Did
44021735

Daisy7
ania.daisy7

Xioteru
raivvitch

WAW Pokemon

SNM
SnM

PokeSerwis

Kurs Manga

Re:Start

Anime Centrum
anime online

Lucid Dream

Stray Dogs

Rainbow RPG
Rainbow RPG

Cytadela

Proelium

Riverdale

Eclipse
Eclipse

Oversoul

Morsmordre

Ninshu

Dragon - Space Trip
Dragonst

Nemea

Orchard Stable

Genetrix

Hetaliowe Awokado

Rabbit Doubt

France

New York City

Czarodzieje

Vampire Diaries
Vampire Diaries

Disney World

Sekret Miasta

Epoka Nordlingów

Skraj

Dragon Domination

Horizon

Valor

Into Darkness

Life Sucks

YLO

Inno Świat

Over Undertale
over-undertale

Dysharmonia

Eridani

Camp of shadows

Dragon Ball New Generation Reborn
Dragon Ball New Generation Reborn

Tvedeane

Kundle

Zmiennokształtni
www.zmiennoksztaltni.wxv.pl

Magic Lullaby

Black Butler
BlackButler

Hogwart Dream
HogwartDream

Maligna

FT Path Magician

Luciferum
Luciferum zaprasza!

Stado psów

Ninja Clan Wars

Mortis

Czarny Horyzont

Ardhi

Artemida - Warrior Cats

Drachen

The Avengers

Noctus

Kraina Snów

Dragon Ball - Another Universe

Wishtown

Hoshi Fusion

Spectrofobia

X-Men RPG

Virus

Mystery Town

Avengers Assemble

Bleach Other World
Bleach OtherWorld

Wizard's World

Król Lew PBF
Król Lew



Design by Did, Panda & Daisy7. Only for Pokemon Crystal
Copyright 2016 by Daisy7.

Zabrania się kopiowania tekstów i obrazków autorstwa naszych użytkowników bez ich zgody na użytek innych stron!
Grafika pochodzi ze źródeł internetowych. Nie przywłaszczamy sobie do niej żadnych praw. Jeśli jesteś autorem obrazka wykorzystanego na forum i nie życzysz sobie, by się tu znajdował, napisz do administracji Pokemon Crystal, a zostanie on usunięty.
Pokemon Crystal nie czerpie żadnych korzyści materialnych z prowadzenia tej strony poświęconej serii "Pokemon" - własności Nintendo.

Pokemon Crystal launched 2011-03-23.