FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Szop Of You (I'M Your Fool)
Autor Wiadomość
DJSzopxX 
Spooky Time


Limit dodatkowych KP: 2+1
Chatango: SzopProMagPowietrza
Discord: Legenda głosi, że mam tam konto
Dołączyła: 16 Paź 2018
Posty: 52
Skąd: Gdańsk
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2018-10-17, 13:07   Szop Of You (I'M Your Fool)

Szop Of You


Spis treści:

Rozdział 1. Wysokie Nadzieje..............#1

Rozdział 1. Wysokie Nadzieje


Samotna dioda świeciła samotnie w ciemnym pokoju. Niewielkie światełko trwało tak, od diabli wiedzą, jak dawna. Jednak sama dioda tego nie odczuwała, nie była świadoma swojego losu. Nie wiedziała, że jej życie donikąd nie zmierza, że nic nigdy się nie zmieni, zawsze będzie to samo, aż do dnia, gdy przestanie świecić i zostanie zastąpiona. Żaróweczka nie miała marzeń i pragnień, nie czuła straty, ani rutyny, ona nic nie odczuwała. Nigdy nie zazna szczęścia ani smutku, nigdy nie pozna swojej drugiej połówki i nigdy nie założy rodziny.
Z drugiej strony czy nie było jej i tak lepiej niż od jednego? Miała stabilne i trwałe życie, swój cel i miejsce na ziemi. Nigdy nie będzie się musiała przejmować rachunkami, nieposłusznymi dzieciakami i sytuacją w kraju. Te pojęcia były dla niej zupełnie obce, nigdy nie będzie nawet w stanie ich zrozumieć. Jednak nawet w życiu niewielkiej diody coś się może zmienić, choć ona sama nie odczuła tego. Stało się to wtedy, gdy zmieniła kolor, z czerwonego na zielony.

~~Tutaj, Teraz~~


Od twojej "przemiany" minął jakiś tydzień i w skrócie można powiedzieć, że nie był to dla ciebie najlepszy okres. Nie tylko byłeś w nowym ciele, w kompletnie nieznanym otoczeniu, ale także nie wiedziałeś, co z twoją rodziną. Znaczy wiedziałeś, że twój ojciec nie żyje, matka została, tak jak ty, przemieniona, a siostra błąkała się nie wiadomo gdzie. Niby lepsze to niż nic, ale jakoś nie pomagało ci to w spaniu w nocy. Udało ci się zaszyć w jakimś lesie, nie zdawało się, żeby ktoś cię gonił, więc mogłeś spokojnie tutaj żyć. Zamieszkałeś w małym szałasie, częściowo był zrobiony, potrzebował jedynie drobnej renowacji z twojej strony. Czas i robota nie tylko zajęły twój umysł, ale pozwoliły ci się zapoznać z nowym ciałem. Wciąż wszystkiego nie rozumiałeś, lecz mogłeś jako tako funkcjonować.

Nastał kolejny ranek, a ciebie obudziły promienie słońca, które bez problemu dostały się do środka twojego schronienia. Kolejny dzień oznaczał kolejne zmartwienia. Domek był całkiem przyjemny, ale to nie było twoje prawdziwe życie, nie wspominając, że codziennie musiałeś udawać się głęboko w las, aby znaleźć jakieś pożywienie. Zanosiło się znowu na pracowity dzień, ale za to, chociaż pogoda była dzisiaj wyjątkowo ładna. Wypełzłeś ze swojej norki i wziąłeś głęboki oddech, co okazało się błędem. Do twoich płuc dostał się duszący gaz, a do nozdrzy zapach paleniska. Ogromna chmura czarnego dymu wywodziła się z potężnego pożaru, który znajdował się parę minut drogi od ciebie.
No cóż, nie można mieć wszystkiego...

~~~

_________________
"Infinity, for a moment in time
Will memories be revived
I turn the page in the chapters of life
Infinity keeps me alive"

Emilia Lee
KP/Gra/Bank/Box
Mikazuki Tasogare
KP/Gra/Bank
  
 
     
Trebonth 
Szlachcic Sarmata.

Chatango: Trebonth
Discord: Halt
Dołączył: 12 Paź 2018
Posty: 8
Wysłany: 2018-10-17, 15:21   

Ostatni tydzień od "przemiany" mogłem w zasadzie trzema słowami opisać - ciężkie jak diabli. Kurde, nawet zapoznawanie się z nowym ciałem, niezbyt mi znanego na dodatek, też było ciężkie, ale radziłem sobie. Przy okazji urobiłem się przy szałasie, który jest nawet całkiem funkcjonalny jak na mnie, szukałem pożywienia - no przecież z głodu bym kopnął w kalendarz jakbym nie jadł! Szkoda tylko, że nie wiem, co dalej z moją matką i siostrą - to znaczy tak szczegółowo, ale i tak spędzało to noce z powiek. Ale jednak dałem radę zaszyć się cichutko w lesie.

A ten ranek zaczął się jak zwykle, tylko że ładniejszy - chyba sam nie widziałem piękniejszego. Ale dzień jest dniem, a ja wciąż miałem wiele do zrobienia. Wyszedłem z norki, i zrobiłem pełny wde- Ej! To dusi! Jednak nie powinienem był wdychać tego, ale no cóż. A- czarny dym, w dodatku blisko mnie? A niech mnie! Pali się i muszę reagować. No cóż - powinienem uciekać od pożaru, i zwątpiłbym w to, że krycie się w płytszej norce cokolwiek by zmieniło. Więc to właśnie starałem się uczynić - uciec jak najdalej od tego duszącego dymu i pożaru.
_________________
Trebonth - Poke-Karta Postaci
 
     
DJSzopxX 
Spooky Time


Limit dodatkowych KP: 2+1
Chatango: SzopProMagPowietrza
Discord: Legenda głosi, że mam tam konto
Dołączyła: 16 Paź 2018
Posty: 52
Skąd: Gdańsk
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2018-10-17, 15:23   

Sentymenty, jeśli jakiekolwiek miałeś, w tym momencie musiałeś je odłożyć na bok. Szałas był do tej pory całkiem przyjemny, ale niestety, nie miał żadnych szans cię ochronić.
Ostatnie spojrzenie na niego i byłeś gotowy ruszać, jednak zamiast tego, rzuciłeś wzrokiem na pożar. Może jakby upewnić się, czy na pewno zmierza w twoją stronę, a może by przekonać się, jaki masz czas na ucieczkę. Koniec końców nie wiedząc czemu, spojrzałeś w sam środek płomieni i coś ujrzałeś.
Była to para cieni, a każdy z nich był potworny i powykręcany. Wystarczyło jednak mrugnięcie zaskoczonych oczu, aby obraz przepadł na stałe. W sumie nie byłeś pewien, co tam ujrzałeś, równie dobrze mogły to być pożerane przez ogień drzewa, a twoja wyobraźnia po prostu dopowiedziała resztę.
W każdym razie otrząsnąłeś się błyskawicznie i już postąpiłeś kroku, aby uciec, lecz wtedy coś dotarło do twoich uszy.
- Na pomoc! - Piskliwy dziecięcy głosik wywodził się z pobliska. - Niech ktoś pomoże! - Ktokolwiek wołał, był niezwykle przerażony i zrozpaczony.
Minie jeszcze parę minut, zanim ogień się do was dostanie, ale czy warto ryzykować?
_________________
"Infinity, for a moment in time
Will memories be revived
I turn the page in the chapters of life
Infinity keeps me alive"

Emilia Lee
KP/Gra/Bank/Box
Mikazuki Tasogare
KP/Gra/Bank
 
     
Trebonth 
Szlachcic Sarmata.

Chatango: Trebonth
Discord: Halt
Dołączył: 12 Paź 2018
Posty: 8
Wysłany: 2018-10-17, 15:25   

Ach, szałas może i byłby dobry, ale pożar to nie drobnostka - może nie przejść koło i wraz z nim - spłonąłby szałas. No cóż - trudno się mówi i żyje się dalej, i rusza się dalej. Ale sam nie wiedziałem czemu akurat spojrzałem na ogień jakbym miał coś myśleć- nosz kurde! To naprawdę czorty? Diabły? A może figment mojej imaginacji? Nie miałem czasu na domysły, wraz z mrugnięciem obraz był znowu zwykły.


Nagle coś obiło się o słuch - jakieś - czekaj, co to był za pisk? Myślałem o ucieczce, a tu biedne dziecko proszące o pomoc? Może i nie chciałem towarzystwa, może i pożar jest zdecydowanie blisko, ale ciężko tak zostawić chłopca. Gdybym tylko był człowiekiem, zacisnąłbym zęby, czego raczej nie mógłbym zrobić w tym ciele, i... cóż, wygląda na to że spróbuję ratować, ale tylko jeśli starczy mi jeszcze czasu na ucieczkę i jeśli ten głos jeszcze żył. Ale czy ryzyko opłaca się? Jeśli nie zdążę, mógłbym to przypłacić życiem, ale i tak postanowiłem pobiec jak najszybciej jak się da do źródła odgłosów, tak aby mieć czas i na ratunek, i na ucieczkę od ognia. No przecież chyba nie zostawiłbym małego na pastwę losu, jeśli można go ratować.
_________________
Trebonth - Poke-Karta Postaci
 
     
DJSzopxX 
Spooky Time


Limit dodatkowych KP: 2+1
Chatango: SzopProMagPowietrza
Discord: Legenda głosi, że mam tam konto
Dołączyła: 16 Paź 2018
Posty: 52
Skąd: Gdańsk
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2018-10-17, 15:28   

W niespodziewanym odruchu odwagi lub po prostu człowieczeństwa, ruszyłeś na pomoc nieznajomemu. Pożar rozrastał się w zastraszającym tempie i pożerał wszystko na swojej drodze, ale powinien dać ci tyle czasu, abyś wykonał krótki akt miłosierdzia.
Dziecięcy głos nie roznosił się z daleka i wystarczyło tylko parę kroków, aby odnaleźć jego źródło.
Na obciętym konarze stała żołądź obdarzona w małe stópki i oczka, to właśnie ona wołała o pomoc.

Maluch, mimo głosu pełnego rozpaczy, wydawał się być w całkiem niezłym stanie. Nie miał żadnych śladów, ani oparzeń. Być może jedynie zgubił się i szukał rodziców.
Zanim zdążyłeś odezwać się, żołądź westchnęła z ulgą na twój widok.
- Proszę pana! - Maluch zawołał do ciebie. - Proszę za mną!
Nie czekając na twoją reakcje pobiegł dalej, dając ci znak główką, aby ruszył za nim.
Dosłowne trzy metry dalej znajdowało się powalone drzewo, przy którym mały się zatrzymał.
Wskazał ci na warstwę gałęzi pod pniem. Pod nimi, ktoś się znajdował. Prześwit był niewielki, ale ujrzałeś tam lisowate stworzenie, które było przygniecione do tego stopnia, że nie mogło się ruszyć.

- Znalazłem pomoc! - Rzekła żołądź z ulgą i zadowoleniem w głosie.
- Mówiłam ci głupku, że masz sobie iść! - W tonie uwięzionego liska było słychać tylko gniew i frustracje. - Jestem ognioodporna!
- Mówiłem ci głupku! - Maluch odpowiedział jej tym samym tonem. - Że bez ciebie nigdzie nie idę!
Po czym całym swoim ciałem uderzył w pień, który nawet tego nie poczuł.
Wydostanie samiczki spod kłody nie będzie proste. Na poruszenie drzewa nie było szansy nawet w marzeniach. Jednak seria dobrych ciosów i cięć, powinna rozwalić gałęzie i wtedy wspólnymi siłami, moglibyście wyciągnąć małą.
Jednak czas nie był waszym sprzymierzeńcem, czułeś nieprzyjemny gorąc, a smród i czarny dym sprawiały, że miałeś problem by złapać oddech.
Nie wiedziałeś czy samiczka była rzeczywiście ognioodporna, ale byłeś przekonany, że żołądź spłonie od najmniejszego płomyka.
Ogólnie też nic ci nie broniło, aby zostawić tę dwójkę na pastwę losu, w końcu niczego nie obiecywałeś.
_________________
"Infinity, for a moment in time
Will memories be revived
I turn the page in the chapters of life
Infinity keeps me alive"

Emilia Lee
KP/Gra/Bank/Box
Mikazuki Tasogare
KP/Gra/Bank
  
 
     
Trebonth 
Szlachcic Sarmata.

Chatango: Trebonth
Discord: Halt
Dołączył: 12 Paź 2018
Posty: 8
Wysłany: 2018-10-17, 15:29   

Jak tylko wyszedłem ratować młodego, czułem że pożar ciągnie się za mną jak szalony, ale nie tak szybko, abym nie miał czasu ratować kogokolwiek. Ale było to zaledwie parę kroków stąd, na całe szczęście, a tym - eee, co? Żołądź chciał mnie poprosić o pomoc? Niezbyt kojarzyłem te nazwy, nawet swojego własnego ciała. Ale wyglądał naprawdę jakby jeszcze nic tego żołędzia nie tknęło. Korciło mnie, czemu mnie wołał - może nie mógł znaleźć swojej rodziny? Próbowałem zapytać, lecz młody naprawdę szybko mi przerwał to pytanie, zanim jeszcze zacząłem. Nie wiedziałem co mu powiedzieć, ale podążałem za nim.
Jakieś kilkanaście kroków dalej zobaczyłem powalone drzewo, a wraz z nim - gałęzie pod pniakiem tego drzewa. Gdy mi zagesturował, aby obejrzeć dokładnie warstwę gałęzi, zobaczyłem liska nie mogącego się ruszyć. Potem wynikła z tego jakaś kłótnia między tymi dwoma i uderzenie pniem. No cóż, pnia nie da rady przesunąć, jak sam widziałem jak żołądeczek chciał walnąć głową w to. Ale, może gałęzie da się przeciąć albo złamać na wpół?
Wciąż się krztusiłem o dym i smród spalenizny, ale gorąc był niemalże nie do zniesienia. Musiałem na szybko improwizować plan. Może mogę uderzać głową bądź przednimi kończynami. Widziałem też jak żołądź wali całym ciałem w pień i nawet go nie bolało. Mimo iż mogłem ich zostawić, sumienie by mnie korciło przez resztę życia, więc zdecydowałem się, że pomogę młodemu w wydostaniu liska.
Zebrałem się na odwagę i postanowiłem wyprowadzić cios w stos gałęzi. "Spróbuj to, co ja zrobiłem wykonać ze mną przeciwko patykom, a może damy radę jakoś wydostać zakleszczoną lisiczkę!" Powiedziałem do żołędzia, po czym próbowałem kontynuować ataki przeciwko gałęziom. Ciekawy tylko byłem, czy samiczka rzeczywiście była całkowicie zakleszczona, czy może mogłaby nam pomóc ciąć te gałązki. Jeśli nie, to mogłoby braknąć czasu, i musiałbym albo siłą odciągać żołędzia, albo uciekać jak najdalej od pożaru. Może to uczucie duszącego dymu by pomogło, albo mogłoby też i zaszkodzić.
_________________
Trebonth - Poke-Karta Postaci
 
     
DJSzopxX 
Spooky Time


Limit dodatkowych KP: 2+1
Chatango: SzopProMagPowietrza
Discord: Legenda głosi, że mam tam konto
Dołączyła: 16 Paź 2018
Posty: 52
Skąd: Gdańsk
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2018-10-17, 16:19   

Coś, co już w sumie wiedziałeś wcześniej, ale znowu się odbiło, było faktem, że w tej formie byłeś zdecydowanie słabszy od swojej ludzkiej. Choć nigdy nie byłeś strongmanem, wiadomo, że dorosły chłopak ma więcej siły w łapie niż mała jaszczurka.
Z tego powodu nawet takie gałęzie stanowiły problem, ale czując brzemię sytuacji oraz adrenalinę, waliłeś tak mocno jak mogłeś, co powoli dawało rezultaty.
Problem też był inny, czarny dym tak ci doskwierał, że nawet machnięcie łapą było już wyczynem samym w sobie. Coraz trudniej łapałeś oddech, a kąśliwy kaszel wcale ci przy tym nie pomagał, do tego dym coraz bardziej ograniczał ci widoczność, tak, że widziałeś praktycznie tylko to, co znajdowało się o centymetr przed twoim nosem.
Jednak nic z tych rzeczy nie było najgorsze, ten tytuł należał się jedynie lisowi, który najpierw krzyczał przeraźliwie, aby żołądź sobie poszła, a potem błagała ją.
Jednak uparty stworek nie chciał słuchać i pchał dalej. Był leciutki, nie miał nawet rąk, momentami byłeś przekonany, że bardziej przeszkadzał, niż pomagał, ale nie poddawał się ani na sekundę. Był zdeterminowany, by uwolnić liska i nic, nawet płacz samiczki nie mógł go powstrzymać.
Istna dantejska scena.
Wiedziałeś, że było za późno, nie miałeś już w sobie siły, by chociaż próbować zabrać ze sobą żołądź, ba, powoli zaczynałeś wątpić, czy masz w ogóle siłę, aby siebie samego stąd wynieść.
W tym momencie jedynym czułeś, że jedynym rozwiązaniem jest walenie w gałęzie i wtedy one się poruszyły. Udało wam się na tyle ulżyć uścisk lisiczki, że i ta mogła pomóc wam w ratowaniu jej.
Początkowo stać ją było na niewielkie ruchy, a kompletnym przełomem było, gdy już oswobodziła łapki.
- Uwaga! - Usłyszałeś niespodziewanie i niczym po rozkazie w wojsku, padłeś na ziemię.
Lisek był już na tyle oswobodzony, że zdołał wziąć głęboki oddech, a następnie chuchnął żarem. Gorąc i dym unoszące się w powietrzu powieliły moc ataku i spowodowało to niezły wybuch. Tobie, gdyż wcześniej uchyliłeś, nic się nie stało, jednak żołądź nie miała tyle szczęścia.
Stworek leżał na plecach, z przypaloną twarzą. Trudno powiedzieć, czy już wcześniej zemdlał, czy był tak przejęty sytuacją, że nie usłyszał ostrzeżenia.
W każdym razie lisiczka była już wyzwolona, ale nie miała nawet okazji na szczęście, gdyż jej wyzwoliciel leżał nieprzytomny na ziemi.
Pożar był już blisko, ledwo oddychałeś i czułeś się słabiutki. Może jeszcze miałeś szansę uciec, ale to była kwestia sekund.
Lisiczka zaś próbowała podnieść żołądź, ale brak rąk i niewielki rozmiar wcale jej nie pomagały.
_________________
"Infinity, for a moment in time
Will memories be revived
I turn the page in the chapters of life
Infinity keeps me alive"

Emilia Lee
KP/Gra/Bank/Box
Mikazuki Tasogare
KP/Gra/Bank
 
     
Trebonth 
Szlachcic Sarmata.

Chatango: Trebonth
Discord: Halt
Dołączył: 12 Paź 2018
Posty: 8
Wysłany: 2018-10-17, 17:30   

Znowu więc byłem przy punkcie wyjścia - może wcześniej byłem silniejszy, ale nie byłem jakiś doskonałym siłaczem, a teraz - istny bezład. Tak jakby nawet te gałęzie sprawiały mi kłopot, a mimo to, kiedy waliłem w nie, dosłownie wiedząc o tragicznej sytuacji, i mając zastrzyk energii, mogłem sobie jako-tako poradzić z tymi gałązkami. Przy czym coraz częściej kasłałem. Przeklęty czarny dym, nie dość że brakowało mi tchu, zabierało mi to też sporo siły. Nie dość było tego problemu - bowiem nic nie widziałem, a nawet jak już, to tylko do czubka nosa. Ale najgorsza sytuacja była z tym liskiem właśnie - nie dość że ona krzyczała wniebogłosy, to potem błagała o spokój żołędzia, który, na moje nieszczęście, nie wysłuchał mojej rady o uderzaniu gałęzi. Chciałem czasem go odepchnąć go - za bardzo przeszkadzał mimo prób pomocy. Mimo to nie odpuszczał ani na chwilę.
Istny chaos, scena wyjęta z łapanki, grr.
Chyba by mi się nie udałoby nawet próbować odciągnąć żołędzia, nawet sam nie wiedziałem, czy się nie spalę zanim zdołam uciec z tych stron. Albo prędzej - udusiłbym się w dymie. Ale zaś jako jedyny cały czas przeczuwałem, że aby wydobyć liska, trzeba było walić w gałęzie mimo dymu. I nawet się te gałązki poruszyły, jak tylko wystarczająco siły w to włożyłem. No w sumie, oboje z nas. Powoli lisiczka sama zaczęła też pomagać, a jak łapki też wydostała, to usłyszałem ostrzeżenie. Padłem na ziemię, jak porażony prądem, i jakoś mnie coś ominęło, ale to co słyszałem i widziałem potem - nie zakrawało bynajmniej o lekkie poparzenie. Przypalony, zemdlały żołądź leżał na plecach, zaś lisiczka musiała zaś ratować nieprzytomnego ratownika.
Ale sam musiałem teraz sobie pomóc - w końcu sam kiepsko radzę sobie - osłabłem niemiłosiernie, nie widziałem prawie niczego i ledwie dychałem. Może udałoby mi się uciec, ale to tylko kwestia sekund. Sekund, które mijają niemiłosiernie. Drżały mi wszystkie mięśnie z osłabienia, a pech chciał, że miałem tylko wybór między ucieczką na wpół ślepo, a próbą ratunku która mogłaby się nie powieść. Musiałem podjąć decyzję, ale nie mogłem. Zacząłem instynktownie biec, próbując uniknąć ognia, głównie z woli przetrwania. Ale jeśli szlak i to trafił i nie mogę uciec, bynajmniej nie wkroczę w ogień z własnej woli. Cherlając ciężko, próbowałem coś powiedzieć, ale nie mogłem, a raczej - dym nie za bardzo mi pozwalał.
_________________
Trebonth - Poke-Karta Postaci
  
 
     
DJSzopxX 
Spooky Time


Limit dodatkowych KP: 2+1
Chatango: SzopProMagPowietrza
Discord: Legenda głosi, że mam tam konto
Dołączyła: 16 Paź 2018
Posty: 52
Skąd: Gdańsk
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2018-10-27, 13:12   

Gorąc i czarny dym owijały ciebie jak gruba pierzyna. Na swój sposób było to przyjemne, jak drzemka po ciężkim dniu, ale wiedziałeś, że jeśli zamkniesz teraz oczy, już ich nie otworzysz.
Niestety walka nie była równa, miałeś coraz mniej siły, a próby łapania oddechu kończyły się zawsze kaszlem. Byłeś w potrzasku. Brak tlenu sprawiał, że już nie myślałeś jasno, twój umysł motał się jak zwierzę w klatce, zresztą jak ty sam. Chciałeś uciec, ale robiłeś się coraz bardziej zmęczony i seny.
W tym momencie czerwień zlewała ci się z czernią. Już sam nie wiedziałeś, czy twoje oczy są otwarte, czy nie. Parłeś na ślepo naprzód, a przynajmniej miałeś taką nadzieję, gdyż nie czułeś własnego ciała. Nagle wszystko ustało, przestałeś czuć ból, a nieprzenikniona czerń objęła twój umysł. Czy tak wyglądała śmierć? Jeśli tak, to była bardzo przyjemna.

~~~


Ogromne i gwałtowne zimno wyrwało cię ze snu.
Przypomniał ci się dom, a dokładniej Śmigus-dyngus. Gdy z siostrą chodziliście jeszcze do wczesnej szkoły, wasz tata bardzo lubił was budzić w ten dzień wiadrem zimnej wody, w końcu dzień święty należy święcić. W końcu z czasem role się odwróciły, pewnego roku wstałeś wyjątkowo wcześniej wraz z siostrą i to wam udało się wylać wiadro na śpiących rodziców. Niestety lata mijały, a ty stawałeś się coraz starszy, a kiedyś świetne święto, stało się tylko kolejną nic nieznaczącą datą.
Dlaczego twój umysł w tej chwili wrócił do tego wspomnienia? Bo właśnie tak się poczułeś, jakby ktoś obudził cię wiadrem zimnej wody. Nie jednak jakby ktoś cię nim oblał, ale jakby cię do niego wrzucił.

~~~


Nie wiedziałeś ile trwała twoja podróż w myślach, ale równie dobrze mogła trwać mini sekundę jak i wieki. W końcu jednak wróciłeś do rzeczywistości i nie było to miłe uczucie.
Ponownie nie czułeś ciała, ani nie mogłeś złapać oddechu, ale tym razem z zupełnie innych powodów. Unosiłeś się, a raczej dryfowałeś nurtem dzikiej rzeki. Nie miałeś pojęcia jak się tutaj znalazłeś, ale spodziewałeś się, że to miało coś wspólnego z liskiem i kasztanem, którzy dryfowali obok ciebie na kawałku kory. Oboje byli nieprzytomni, więc nic dziwnego, że ciebie nie upilnowali.
Nie rozumiałeś swojego nowego ciała, ale na pewno nie czułeś się teraz jak ryba w wodzie, zamiast tego unosiłeś się bez problemu nad taflą rzeki, niczym liść.
_________________
"Infinity, for a moment in time
Will memories be revived
I turn the page in the chapters of life
Infinity keeps me alive"

Emilia Lee
KP/Gra/Bank/Box
Mikazuki Tasogare
KP/Gra/Bank
 
     
Trebonth 
Szlachcic Sarmata.

Chatango: Trebonth
Discord: Halt
Dołączył: 12 Paź 2018
Posty: 8
Wysłany: 2018-10-27, 15:32   

Nie chciałem się poddawać, mimo żaru i wszechobecnego dymu. Nie mogłem. Mimo iż zamknięcie oczu byłoby błogie, mimo iż żar i dym były przyjemne, jakbym zamknął oczy - chyba bym już nie dychał. Brakowało mi jednocześnie tchu, kurde. Jakbym chciał zaczerpnąć tlen... Wykasływałem za każdym razem to przeklęte powietrze. A moje zapasy siły się też kurczyły jakby tego było mało. Chciałem wykrzyczeć pomocy w tym istotnym momencie, ale też się to kończyło kaszlem. Nawet ja niewiele myślałem, ciemniał mi umysł, a szamotałem się strasznie, próbując uciec. Ciemniał mi też wzrok, jakby czerwień z czernią się łączyły w ekran nie dający mi widzieć. Musiałem przeć na przód. Musiałem. Musiałem... Nagle tak jakby przerwał się film, ale bólu nie czułem i umysł objęty był czernią... czyżbym umarł? Jeśli tak, chyba jednak było to przyjemne...

BRRRR! KURDE! Nagle przypomniał mi się Śmigus-dyngus w domu, kiedy chodziliśmy z siostrą do szkoły. Mój ojciec zawsze święcił tą uroczystość przewspaniale i ochoczo chlapiąc mnie i siostrą wodą. Potem role się odwróciły i to ja z siostrą ochlapaliśmy śpiących rodziców wodą. Ale lata mijały i nam się to święto nudziło - a ja dopisałem tą datę do nic nie znaczących... Kurde, czemu mój umysł przypomniał właśnie to święto jakby nie było innych? Ach, poczułem się tak samo jak w tym wspomnieniu, ale troczę inaczej, jakbe celowo ktoś mnie wrzucił do lodowatego wiadra z wodą.

Nie wiedziałem ile czasu wędrowałem w swoich myślach, ale czułem jakby mogło to być albo tyle co nie, albo szmat czas. Tak czy owak, miałem ochotę pobłogosławić rzeczywistość, z jaką się spotkałem, przekleństwami. Nie dość, że byłem drętwy, to nie mogłem złapać tchu. Sam chyba nie wiedziałem, co sprawiło że dryfowałem nurtem rzeki, ale wydawało mi się, że raczej miało to związek z liskiem i kasztankiem, nieprzytomnymi. Ciekawiło mnie, dlaczego, ale chyba było to oczywiste - nie mogli mnie pilnować, będąc nieprzytomnymi. Wciąż nie rozumiałem swojego ciała, ale niezbyt mi się podobało bycie w wodzie. Przynajmniej unosiłem się bez problemu na wodzie jak listek. Mimo to, trochę się zaniepokoiłem - co jeśli by licho się stało i bym utonął? Pierwsze co to musiałem jakoś złapać oddech i jakoś się zmusić do ruchu, ponieważ wtedy bym wiedział, że mogę się ruszać. I w sumie to tyle, jak na razie, bo więcej chyba nie zrobię bez nauki pływania. Ciekawy tylko byłem, czy nie byłem głodny bądź spragniony.
_________________
Trebonth - Poke-Karta Postaci
 
     
DJSzopxX 
Spooky Time


Limit dodatkowych KP: 2+1
Chatango: SzopProMagPowietrza
Discord: Legenda głosi, że mam tam konto
Dołączyła: 16 Paź 2018
Posty: 52
Skąd: Gdańsk
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2018-11-03, 18:32   

Zimna woda zmuszała do działania. Choć teoretycznie mogłeś tak dryfować jeszcze bardzo długi czas, ciało coraz gorzej reagowało na temperaturę.
Prąd rzeki był na tyle silny, że ruszanie rękoma i nogami niewiele dawało, znaczy odkryłeś, że dość łatwo możesz zacząć kręcić się w koło, ale przy takim nurcie nie było mowy, aby jakikolwiek to zatrzymać, a co dopiero kontrolować.
Twoje rozmyślenia o głodzie i pragnieniu przerwało delikatne kaszlnięcie.
Na kłodzie obok ciebie mała lisiczka powoli odzyskiwała przytomność. Widać było, że i na niej ta sytuacja odcisnęła swoje piętno. Zmęczenie i poturbowanie, aż z niej wychodziło. Ciekawe, czy nie byłaby w teraz lepszym stanie, gdybyś wtedy ją tam zostawił.
Jednak nie czas, na durne przemyślenia. Mimo, że samiczka wydostała ciebie i kasztana z pożaru, jej poczucie obowiązku się nie skończyło, teraz chciała was wydostać z rzeki.
Wsadziła łapki do tafli i próbowała coś nimi ruszyć, ale była zbyt słaba, by przeciwstawić się biegowi wody.
- Przepraszam. - Usłyszałeś jej głos, słaby acz przepełniony nadzieją. - Jest pan przytomny? Może mi pan pomóc?
Nie czekając na reakcję, zaczęła pchać swój "stateczek" w twoim kierunku, a dokładniej do brzegu. Szybko zrozumiałeś dlaczego. Do tej pory rzeka biegła przez wąwóz, jednak powoli jego ściana zaczynała opadać i z daleka widać było, iż zbliżacie się do takiego miejsca, gdzie trawa praktycznie styka się z taflą wody.
Trochę wysiłku i pomyślunku winno wystarczyć, abyście wszyscy tam wyskoczyć z rzeki.
_________________
"Infinity, for a moment in time
Will memories be revived
I turn the page in the chapters of life
Infinity keeps me alive"

Emilia Lee
KP/Gra/Bank/Box
Mikazuki Tasogare
KP/Gra/Bank
 
     
Trebonth 
Szlachcic Sarmata.

Chatango: Trebonth
Discord: Halt
Dołączył: 12 Paź 2018
Posty: 8
Wysłany: 2018-11-05, 15:17   

Brr... Oczywiście nie byłem jakoś super-odporny na mróz, a dryfować mogłem naprawdę długo, ale nabawiłbym się chyba grypy w najlepszym wypadku jeśli niczego nie zrobiłbym. Niewiele dawały też ruchy rąk i nóg, mimo iż mogłem dość łatwo zatoczyć koło. Problem pojawiałby się jednak dopiero gdy chciałbym zatrzymać się bądź kontrolować swój obrót...
O jej.. chyba lisiczka wstawała, ale nie wyglądała najlepiej. Podsumowałbym to tak - wymęczona aż było widać. Gdybym jednak uwierzył samiczce, może i by mogła brykać w pełni sił, ale cóż - trudno. Wyglądało jednak na to, że chciała mimo wszystko odwdzięczyć się za pomoc, wydostając nas obu z tej niemiłej sytuacji. Tym lepiej dla nas, tak sądziłem. Wtedy zauważyłem, że chciała coś poruszyć jej łapkami, ale jej to nie wychodziło. Nie wiedziałem tylko, co miała ruszyć.
Wtedy usłyszałem jej głos, błagalny i słaby. Do czortów z tym, sam jestem za burtą, a nawet nie mogę zbytnio pomóc jej, ale zależy od tego życie. Ale przecież sam też jestem odpowiedzialny za nią, i raczej nie chciałem jej zawieść. "No cóż, z pływaniem moim będzie ciężko, ale niech będzie że pomogę wam. Chyba rozumiesz, o co chodzi - wypadłem zza burtę."
Musiałem znaleźć jakiś sposób na dostanie się na łódź, bądź, jeśli to by nie zadziałało, liczyć na to, że mała umie wydostać mnie z wody. Ale mniejsza z tym - przecież ona już zaczęła płynąć... w moją stronę, a z daleka widziałem mieliznę po mojej stronie... Bystra jednak lisiczka z niej była. Zostało tylko coś zrobić. Najlepiej byłoby dostać się na kłodę i stąd pchać ją na wybrzeże, ale jeśli nie da to rady, naprawdę musiałbym się stać siłą napędową z boku. Spróbowałem wcielić tą pierwszą opcję, przy czym próbując się wczołgać na tratewkę. A nóż widelec nam się uda wspólnymi siłami wykonać to zadanie.
_________________
Trebonth - Poke-Karta Postaci
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme xandpurple created by spleen modified v0.3 by warna

Graficy
Sojusznicy:

Panda
35451075
Yukiyorin

Did
44021735

Daisy7
ania.daisy7

Xioteru
raivvitch

WAW Pokemon

SNM
SnM

PokeSerwis

Kurs Manga

Re:Start

Anime Centrum
anime online

Lucid Dream

Stray Dogs

Rainbow RPG
Rainbow RPG

Cytadela

Proelium

Riverdale

Eclipse
Eclipse

Oversoul

Morsmordre

Ninshu

Dragon - Space Trip
Dragonst

Nemea

Orchard Stable

Genetrix

Hetaliowe Awokado

Rabbit Doubt

France

New York City

Czarodzieje

Vampire Diaries
Vampire Diaries

Disney World

Sekret Miasta

Epoka Nordlingów

Skraj

Dragon Domination

Horizon

Valor

Into Darkness

Life Sucks

YLO

Inno Świat

Over Undertale
over-undertale

Dysharmonia

Eridani

Camp of shadows

Dragon Ball New Generation Reborn
Dragon Ball New Generation Reborn

Tvedeane

Kundle

Zmiennokształtni
www.zmiennoksztaltni.wxv.pl

Magic Lullaby

Black Butler
BlackButler

Hogwart Dream
HogwartDream

Maligna

FT Path Magician

Luciferum
Luciferum zaprasza!

Stado psów

Ninja Clan Wars

Mortis

Czarny Horyzont

Ardhi

Artemida - Warrior Cats

Drachen

The Avengers

Noctus

Kraina Snów

Dragon Ball - Another Universe

Wishtown

Hoshi Fusion

Spectrofobia

X-Men RPG

Virus

Mystery Town

Avengers Assemble

Bleach Other World
Bleach OtherWorld

Wizard's World

Król Lew PBF
Król Lew



Design by Did, Panda & Daisy7. Only for Pokemon Crystal
Copyright 2016 by Daisy7.

Zabrania się kopiowania tekstów i obrazków autorstwa naszych użytkowników bez ich zgody na użytek innych stron!
Grafika pochodzi ze źródeł internetowych. Nie przywłaszczamy sobie do niej żadnych praw. Jeśli jesteś autorem obrazka wykorzystanego na forum i nie życzysz sobie, by się tu znajdował, napisz do administracji Pokemon Crystal, a zostanie on usunięty.
Pokemon Crystal nie czerpie żadnych korzyści materialnych z prowadzenia tej strony poświęconej serii "Pokemon" - własności Nintendo.

Pokemon Crystal launched 2011-03-23.